Tak z 10 – 12 lat temu takie…

Tak z 10 – 12 lat temu takie miejsca jeszcze były popularne i masowo oblegane zwlaszcza przez nastolatków #nostalgia #kiedystobylo #gimbynieznajo #telefony #telekomunikacja #komisztelefonami

W Moskwie zatrzymano pikietujących w obronie komunikatora Telegram

psav zdjęcie główneUczestnicy tego protestu składali przed gmachem FSB na Placu Łubiańskim – historyczną siedzibą KGB i NKWD – papierowe samolociki i wypuszczali je w kierunku gmachu. Taki samolocik jest graficznym symbolem komunikatora Telegram.
Niezależna telewizja Dożd podała, że zatrzymano sześć osób. Organizacja OWD-Info, monitorująca zatrzymania w Rosji, podała, że na komisariaty przewieziono 12 osób.
Wcześniej w poniedziałek państwowy regulator Roskomnadzor wszczął proces blokowania Telegramu na terytorium Rosji, zwracając się do dostawców usług internetowych o ograniczenie do niego dostępu.
Blokada jest następstwem decyzji sądu, która zapadła w miniony piątek. Szef Roskomnadzoru Aleksandr Żarow zapowiedział, że urząd zażąda od firm Apple i Google, będących właścicielami najpopularniejszych sklepów z oprogramowaniem, by usunęły Telegram z aplikacji oferowanych w App Store i Google Play.
Roskomnadzor zwrócił się do sądu o zablokowanie Telegramu, powołując się na to, że twórcy komunikatora nie podporządkowali się przepisom i nie przekazali na żądanie FSB kluczy kryptograficznych do deszyfrowania korespondencji przesyłanej za pomocą aplikacji.
W odpowiedzi na zarzuty, przebywający poza Rosją twórca komunikatora Paweł Durow powoływał się na konstytucyjną zasadę prawa do prywatności użytkowników oraz na techniczną niewykonalność żądania FSB. Po piątkowej decyzji sądu Durow poinformował, że planuje stworzenie wbudowanego w aplikację systemu do obchodzenia blokady komunikatora w Rosji.
>>> Czytaj też: Rosja rozpoczęła blokowanie umożliwiającego anonimowość komunikatora Telegram

UOKiK: Reklamy T-Mobile mogły wprowadzać w błąd

psav zdjęcie główneUrząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów poinformował w poniedziałkowym komunikacie, że spółka T-Mobile Polska od 21 lipca do 30 września 2015 r. prowadziła m.in. w telewizji, radiu i internecie kampanię reklamową pod hasłem +Pierwszy prawdziwy no limit+. Zachęcała klientów, by korzystali z nielimitowanych krajowych rozmów telefonicznych, sms-ów, mms-ów i internetu w pakiecie SMART XL przeznaczonym dla abonentów sieci Heyah.
„Reklamy kusiły ceną 49,98 zł. W wersji radiowej i internetowej zabrakło jednak informacji o tym, że po trzech miesiącach do abonamentu zostanie doliczone 19,99 zł tytułem opłaty za usługę nielimitowanego internetu, a w spocie telewizyjnym przekaz ten był nieczytelny (mała, biała czcionka na jasnym tle). Identycznie było z informacjami, że cena 49,98 zł zawiera rabaty za wyrażenie zgód marketingowych (4,99 zł) i na fakturę elektroniczną (4,99 zł)” – czytamy w komunikacie.
Zdaniem UOKiK, po zapoznaniu się z reklamą, klienci mogli nie mieć świadomości, że jeśli ich nie udzielą, będą płacić drożej – 59,96 zł przez pierwsze trzy miesiące i 79,95 zł po tym okresie.
„Te reklamy mogły wprowadzać w błąd co do rzeczywistej, łącznej opłaty za wszystkie usługi. Jeśli cena podlega jakimś ograniczeniom, np. czasowym, to konsument musi o tym wiedzieć. Inaczej może odnieść błędne wrażenie, że podana w reklamie kwota jest szczególnie atrakcyjna, a tymczasem otrzymał niepełną informację” – powiedział cytowany w komunikacie prezes UOKiK Marek Niechciał.
Urząd podkreślił, że T-Mobile w kwestionowanych reklamach podkreślał rzetelność swojej oferty w porównaniu do innych operatorów telekomunikacyjnych. „Przykładowo w radiowym spocie +Wszystko/Całus+ lektor wygłaszał taki tekst: – Inni obiecują Ci wszystko bez limitu. PROSTUJEMY! Jak wszystko? Skoro tylko rozmowy, a na Internet masz ograniczenia i limity. A w Heyah na abonament PIERWSZY PRAWDZIWY NO LIMIT na wszystko za 49,98! Kup na heyah.pl. Jednocześnie w przekazie nie ma ani słowa o tym, że cena obowiązuje tylko w ograniczonym czasie i po udzieleniu przez klienta określonych zgód” – tłumaczył Urząd.
UOKiK uznał, że działania spółki mogły naruszać zbiorowe interesy konsumentów. „T-Mobile uniknął kary finansowej, ponieważ zaprzestał emisji kwestionowanych przez prezesa UOKiK reklam i zobowiązał się do wyeliminowania skutków swoich praktyk” – przekazał Urząd.
W efekcie decyzji prezesa UOKiK, do końca obowiązywania umowy obecni klienci będą płacić obiecaną w reklamie cenę 49,98 zł. Jak przekazał UOKiK, ponadto wszyscy konsumenci, którzy skorzystali z promocyjnej oferty spółki, będą mogli w każdym czasie uzyskać zwrot uiszczonych dotąd kwot przewyższających wysokość ceny z reklamy.
T-Mobile musi również wysłać listy polecone do wszystkich zainteresowanych osób, także tych, które już zrezygnowały z jego usług. Klienci dowiedzą się z nich m.in. o decyzji prezesa UOKiK i sposobie zwrotu opłat. Spółka w ciągu 21 dni od wskazania przez konsumenta numeru konta bankowego odda mu pieniądze. Ponadto spółka zobowiązała się do opublikowania w środkach masowego przekazu (telewizja, radio, prasa, internet) oświadczenia, w którym poinformuje, że reklamy stosowane w kampanii „Pierwszy prawdziwy no limit” mogły wprowadzać konsumentów w błąd. Dodatkowo T-Mobile ma zamieścić treść decyzji prezesa UOKiK na stronach internetowych: www.t-mobile.pl oraz www.heyah.pl.

T-Mobile zapowiada nowe usługi. „Sprzedaż kart SIM nie jest już wielkim biznesem”

psav zdjęcie główne”Biznes telekomunikacyjny to obecnie zrozumiała, kontrolowalna i przewidywalna działalność. Jednak jednocześnie wszedł on w fazę stabilizacji i nie oferuje już znaczącego impetu. Sprzedawanie kart SIM nie jest już wielkim interesem. Dlatego chcemy rozwinąć nasze usługi i dostarczać wsparcie dla firm, w tym usługi chmurowe, kolokacyjne, rozwój rozwiązań dla naszych klientów B2B, aby docelowo stać się częścią ich cyfrowego doświadczenia. To chcemy robić i to nazywamy wszechstronną perspektywą dla biznesu telekomunikacyjnego, rozwiązań ICT dla klientów firmowych” – powiedział Maierhofer w rozmowie z ISBnews.tv. Operator opracował nowe podejście do segmentu B2B (business to business), który ma w jego ocenie znaczący potencjał wzrostu. „Skonsolidowaliśmy ofertę dla dużych firm z T-Systems, ponieważ chcemy oferować zintegrowane, dedykowane usługi telekomunikacyjne i ICT, m.in. w zakresie rozwoju własnych rozwiązań, oprogramowania i sprzedaży urządzeń dla tego grona. Tymczasem bardzo duża część segmentu B2B to małe i średnie firmy, gdzie od teraz pozycjonujemy się z zupełnie nowym podejściem. Ogłosiliśmy, że już nie łowimy kart SIM, ale chcemy budować naszym klientom – małym i średnim firmom – fundament do digitalizacji ich biznesów, w tym ich podejścia do ich własnych klientów” – zaznaczył prezes T-Mobile Polska. Dodał, że jako telekom dostarcza najlepszą łączność, jeśli chodzi o prędkość, pojemność, korzystanie z usług internetowych i danych. „To jest fundament, jeśli chodzi o cyfrowe podejście do rynku B2B. Rozwijamy platformę, na której nasi klienci mogą rozwijać cyfrowe doświadczenia ich klientów. Chcemy zwiększać ich doświadczenie na bazie ich potrzeb. Chcemy oferować segmentowi B2B, a szczególnie małych i średnich firm, pełny zakres usług, w tym wszystko, czego potrzebują do prowadzenia swojego biznesu. To jest oprogramowanie, to są usługi chmurowe, to jest pakiet Microsoftu, a także wszelkie inne usługi wspierające jak np.księgowość” – wymienił Maierhofer. Według niego statystyki i trendy wskazują, że w Polsce jest duży potencjał wzrostu z wykorzystaniem impetu Internetu, digitalizacji w takich dziedzinach, jak handel elektroniczny, czy budowanie łączności z klientami przez media społecznościowe. „Widzimy naprawdę dużą przestrzeń, którą nasi klienci mogą wykorzystać i monetyzować w lepszy sposób. Mamy wiele przykładów firm, które zdobyły doświadczenia na tym polu, ale z drugiej strony znaczące grono przedsiębiorstw, które zupełnie nie wykorzystują tego potencjału i to nie tylko w sensie wykorzystywania social media do bycia w kontakcie z klientami, ale i do kampanii marketingowych. Ten trend idzie zdecydowanie w kierunku cyfryzacji. Kto wskoczy do tego pociągu i będzie częścią zmian – wygra. Kto w to nie zainwestuje – będzie miał o wiele trudniej w prowadzeniu biznesu w przyszłości” – stwierdził szef operatora. Usługi sieci T-Mobile i Heyah dostępne są na blisko 100 proc. powierzchni Polski. Pierwszym współzałożycielem, a obecnie jedynym właścicielem T-Mobile Polska jest grupa Deutsche Telekom. >>> Czytaj też: Władze Chin chcą mieć kontrolę nad technologiami. To stopuje rozmowy z USA

T-Mobile zapowiada nowe usługi. „Sprzedaż kart SIM nie jest już wielkim biznesem”

psav zdjęcie główne”Biznes telekomunikacyjny to obecnie zrozumiała, kontrolowalna i przewidywalna działalność. Jednak jednocześnie wszedł on w fazę stabilizacji i nie oferuje już znaczącego impetu. Sprzedawanie kart SIM nie jest już wielkim interesem. Dlatego chcemy rozwinąć nasze usługi i dostarczać wsparcie dla firm, w tym usługi chmurowe, kolokacyjne, rozwój rozwiązań dla naszych klientów B2B, aby docelowo stać się częścią ich cyfrowego doświadczenia. To chcemy robić i to nazywamy wszechstronną perspektywą dla biznesu telekomunikacyjnego, rozwiązań ICT dla klientów firmowych” – powiedział Maierhofer w rozmowie z ISBnews.tv. Operator opracował nowe podejście do segmentu B2B (business to business), który ma w jego ocenie znaczący potencjał wzrostu. „Skonsolidowaliśmy ofertę dla dużych firm z T-Systems, ponieważ chcemy oferować zintegrowane, dedykowane usługi telekomunikacyjne i ICT, m.in. w zakresie rozwoju własnych rozwiązań, oprogramowania i sprzedaży urządzeń dla tego grona. Tymczasem bardzo duża część segmentu B2B to małe i średnie firmy, gdzie od teraz pozycjonujemy się z zupełnie nowym podejściem. Ogłosiliśmy, że już nie łowimy kart SIM, ale chcemy budować naszym klientom – małym i średnim firmom – fundament do digitalizacji ich biznesów, w tym ich podejścia do ich własnych klientów” – zaznaczył prezes T-Mobile Polska. Dodał, że jako telekom dostarcza najlepszą łączność, jeśli chodzi o prędkość, pojemność, korzystanie z usług internetowych i danych. „To jest fundament, jeśli chodzi o cyfrowe podejście do rynku B2B. Rozwijamy platformę, na której nasi klienci mogą rozwijać cyfrowe doświadczenia ich klientów. Chcemy zwiększać ich doświadczenie na bazie ich potrzeb. Chcemy oferować segmentowi B2B, a szczególnie małych i średnich firm, pełny zakres usług, w tym wszystko, czego potrzebują do prowadzenia swojego biznesu. To jest oprogramowanie, to są usługi chmurowe, to jest pakiet Microsoftu, a także wszelkie inne usługi wspierające jak np.księgowość” – wymienił Maierhofer. Według niego statystyki i trendy wskazują, że w Polsce jest duży potencjał wzrostu z wykorzystaniem impetu Internetu, digitalizacji w takich dziedzinach, jak handel elektroniczny, czy budowanie łączności z klientami przez media społecznościowe. „Widzimy naprawdę dużą przestrzeń, którą nasi klienci mogą wykorzystać i monetyzować w lepszy sposób. Mamy wiele przykładów firm, które zdobyły doświadczenia na tym polu, ale z drugiej strony znaczące grono przedsiębiorstw, które zupełnie nie wykorzystują tego potencjału i to nie tylko w sensie wykorzystywania social media do bycia w kontakcie z klientami, ale i do kampanii marketingowych. Ten trend idzie zdecydowanie w kierunku cyfryzacji. Kto wskoczy do tego pociągu i będzie częścią zmian – wygra. Kto w to nie zainwestuje – będzie miał o wiele trudniej w prowadzeniu biznesu w przyszłości” – stwierdził szef operatora. Usługi sieci T-Mobile i Heyah dostępne są na blisko 100 proc. powierzchni Polski. Pierwszym współzałożycielem, a obecnie jedynym właścicielem T-Mobile Polska jest grupa Deutsche Telekom. >>> Czytaj też: Władze Chin chcą mieć kontrolę nad technologiami. To stopuje rozmowy z USA

Rosyjski sąd nakazał zablokowanie komunikatora Telegram. Z powodu FSB

psav zdjęcie główneRoskomnadzor zwrócił się do sądu z wnioskiem o zablokowanie Telegramu w związku z faktem, iż komunikator nie przekazał Federalnej Służbie Bezpieczeństwa (FSB) kluczy kryptograficznych, umożliwiających dostęp do treści rozmów. Przedstawicielka regulatora Maria Smielanska oświadczyła podczas
rozprawy, że informacje rozpowszechniane za pośrednictwem komunikatora
mogą stanowić zagrożenie dla interesów Rosji i życia jej obywateli.”W Telegramie mogą znajdować się informacje o organizacjach
terrorystycznych. Obecnie FSB nie ma niezbędnych danych potrzebnych do
odszyfrowania wiadomości przesyłanych przez użytkowników. Takie
działania stanowią zagrożenie dla interesów Federacji Rosyjskiej oraz
życia i zdrowia obywateli Federacji Rosyjskiej” – powiedziała
przedstawicielka Roskomnadzoru.Przedstawiciele Telegramu nie byli obecni w sądzie. Podczas rozprawy
został jednak przedstawiony dokument informujący o tym, że przekazanie
kluczy kryptograficznych służących do szyfrowania wiadomości w
komunikatorze jest niemożliwe. Dokument ten również szczegółowo opisuje
zasadę funkcjonowania aplikacji.Przed piątkową rozprawą Roskomnadzor zwrócił się o bezzwłoczne
wykonanie decyzji sądu, jeśli wyrok będzie korzystny dla regulatora.W ubiegłym roku FSB poprosiła twórców komunikatora Telegram o
ujawnienie kluczy kryptograficznych, które wykorzystywane są do
szyfrowania komunikacji prowadzonej za pośrednictwem aplikacji. Telegram
odmówił i w związku z tym na firmę nałożono karę o równowartości 14
tys. dolarów. Po wydanym w końcu marca orzeczeniu sędzi Sądu Najwyższego Rosji Ałły
Nazarowej Roskomnadzor zażądał od twórców aplikacji zastosowania się do
treści orzeczenia w ciągu 15 dni i ujawnienia kluczy kryptograficznych.
Już wówczas zapowiedziano, że jeśli firma tego nie zrobi, władze mogą
ograniczyć dostęp do usług komunikacyjnych za pośrednictwem aplikacji
Telegram na terenie całego kraju.Założyciel firmy Telegram Paweł Durow odniósł się wówczas do sprawy
mówiąc, że „jakiekolwiek próby zablokowania usługi do czasu, aż Telegram
udostępni prywatne dane swoich użytkowników, pozostaną bezowocne.
Telegram bowiem zawsze będzie opowiadał się za wolnością i prywatnością
użytkowników”. W 2016 roku prezydent Rosji Władimir Putin podpisał ustawę, której
celem ma być walka z terroryzmem. Zgodnie z ustawą, dostawcy usług
szyfrowanej komunikacji zobowiązani są udostępniać rosyjskim organom
bezpieczeństwa klucze kryptograficzne do deszyfrowania korespondencji.
Telegram sprzeciwił się wezwaniu, które skierowała do niego FSB,
powołując się na brak stosownego nakazu sądowego i naruszenie
konstytucyjnego prawa do prywatności. FSB natomiast argumentowała przed sądem, że pozyskanie przez nią
kluczy kryptograficznych nie oznacza „naruszenia prywatności
użytkowników”, bo same klucze nie są określane jako informacja niejawna.
Zdaniem FSB, zbieranie informacji na temat konkretnych osób z
wykorzystaniem tych kluczy nadal wymagałoby nakazu sądowego.
„Argumenty FSB, która twierdzi że klucze kryptograficzne nie są
informacją prywatną, podlegającą ochronie konstytucyjnej, są nie do
przyjęcia” – powiedział adwokat reprezentujący firmę Telegram Ramil
Ahmetgaliew. „To zupełnie tak, jakby twierdzili, że +mamy twoje hasło do
poczty elektronicznej, ale nie będziemy jej na razie kontrolować;
wystarczy nam sama możliwość potencjalnej kontroli+” – dodał.>>> Czytaj też: Putin będzie rządził dłużej? „O przedłużeniu kadencji powinno zdecydować referendum”

Rosyjski sąd nakazał zablokowanie komunikatora Telegram. Z powodu FSB

psav zdjęcie główneRoskomnadzor zwrócił się do sądu z wnioskiem o zablokowanie Telegramu w związku z faktem, iż komunikator nie przekazał Federalnej Służbie Bezpieczeństwa (FSB) kluczy kryptograficznych, umożliwiających dostęp do treści rozmów. Przedstawicielka regulatora Maria Smielanska oświadczyła podczas
rozprawy, że informacje rozpowszechniane za pośrednictwem komunikatora
mogą stanowić zagrożenie dla interesów Rosji i życia jej obywateli.”W Telegramie mogą znajdować się informacje o organizacjach
terrorystycznych. Obecnie FSB nie ma niezbędnych danych potrzebnych do
odszyfrowania wiadomości przesyłanych przez użytkowników. Takie
działania stanowią zagrożenie dla interesów Federacji Rosyjskiej oraz
życia i zdrowia obywateli Federacji Rosyjskiej” – powiedziała
przedstawicielka Roskomnadzoru.Przedstawiciele Telegramu nie byli obecni w sądzie. Podczas rozprawy
został jednak przedstawiony dokument informujący o tym, że przekazanie
kluczy kryptograficznych służących do szyfrowania wiadomości w
komunikatorze jest niemożliwe. Dokument ten również szczegółowo opisuje
zasadę funkcjonowania aplikacji.Przed piątkową rozprawą Roskomnadzor zwrócił się o bezzwłoczne
wykonanie decyzji sądu, jeśli wyrok będzie korzystny dla regulatora.W ubiegłym roku FSB poprosiła twórców komunikatora Telegram o
ujawnienie kluczy kryptograficznych, które wykorzystywane są do
szyfrowania komunikacji prowadzonej za pośrednictwem aplikacji. Telegram
odmówił i w związku z tym na firmę nałożono karę o równowartości 14
tys. dolarów. Po wydanym w końcu marca orzeczeniu sędzi Sądu Najwyższego Rosji Ałły
Nazarowej Roskomnadzor zażądał od twórców aplikacji zastosowania się do
treści orzeczenia w ciągu 15 dni i ujawnienia kluczy kryptograficznych.
Już wówczas zapowiedziano, że jeśli firma tego nie zrobi, władze mogą
ograniczyć dostęp do usług komunikacyjnych za pośrednictwem aplikacji
Telegram na terenie całego kraju.Założyciel firmy Telegram Paweł Durow odniósł się wówczas do sprawy
mówiąc, że „jakiekolwiek próby zablokowania usługi do czasu, aż Telegram
udostępni prywatne dane swoich użytkowników, pozostaną bezowocne.
Telegram bowiem zawsze będzie opowiadał się za wolnością i prywatnością
użytkowników”. W 2016 roku prezydent Rosji Władimir Putin podpisał ustawę, której
celem ma być walka z terroryzmem. Zgodnie z ustawą, dostawcy usług
szyfrowanej komunikacji zobowiązani są udostępniać rosyjskim organom
bezpieczeństwa klucze kryptograficzne do deszyfrowania korespondencji.
Telegram sprzeciwił się wezwaniu, które skierowała do niego FSB,
powołując się na brak stosownego nakazu sądowego i naruszenie
konstytucyjnego prawa do prywatności. FSB natomiast argumentowała przed sądem, że pozyskanie przez nią
kluczy kryptograficznych nie oznacza „naruszenia prywatności
użytkowników”, bo same klucze nie są określane jako informacja niejawna.
Zdaniem FSB, zbieranie informacji na temat konkretnych osób z
wykorzystaniem tych kluczy nadal wymagałoby nakazu sądowego.
„Argumenty FSB, która twierdzi że klucze kryptograficzne nie są
informacją prywatną, podlegającą ochronie konstytucyjnej, są nie do
przyjęcia” – powiedział adwokat reprezentujący firmę Telegram Ramil
Ahmetgaliew. „To zupełnie tak, jakby twierdzili, że +mamy twoje hasło do
poczty elektronicznej, ale nie będziemy jej na razie kontrolować;
wystarczy nam sama możliwość potencjalnej kontroli+” – dodał.>>> Czytaj też: Putin będzie rządził dłużej? „O przedłużeniu kadencji powinno zdecydować referendum”

Komunikator Telegram może być zablokowany w Rosji. Nie chciał udostępnić FSB treści rozmów

psav zdjęcie główneInformację tę podały w piątek służby prasowe Roskomnadzoru.
W komunikacie regulator podał, że wniosek do sądu w Moskwie dotyczy „ograniczenia dostępu na terytorium Rosji do zasobów informacyjnych” Telegramu, który jest „organizatorem rozpowszechniania informacji w sieci Internet”. Żądanie ograniczenia dostępu jest związane z niedopełnieniem przez firmę Telegram Messenger Limited Liability Parnership obowiązków, jakie na owych „organizatorów rozpowszechniania informacji” nakłada ustawa o informacji i technologiach informatycznych.
Twórcy aplikacji Telegram, oferującej usługę szyfrowanej komunikacji, przegrali apelację przeciwko Federalnej Służbie Bezpieczeństwa przed rosyjskim Sądem Najwyższym. O ujawnienie kluczy, które wykorzystywane są do szyfrowania komunikacji prowadzonej za pośrednictwem aplikacji, FSB zwróciła się w zeszłym roku. Telegram odmówił, w związku z czym na firmę nałożono karę w wysokości 14 tys. dolarów.
Twórcy komunikatora argumentowali, że przekazanie kluczy jest niemożliwe ze względów technicznych, a także, że żądania FSB są sprzeczne z zasadą prywatności i poufności oferowaną przez Telegram.
Telegram w Rosji ma obecnie 9,5 mln użytkowników. >>> Czytaj też: Rosja i Chiny krytykują USA. „To jawna próba hegemonii”

Typowe #orange jest typowe….

Typowe #orange jest typowe. „Powiedz nam czemu odchodzisz, opłata zgodna z cennikiem”. Dobrze że to nie jest numer premium.
#telekomunikacja #lolcontent

Czy polskie numery tel mogą…

Czy polskie numery tel mogą zaczynać się od cyfr 565?
Pytam, bo mój #iphone zmienia układ cyfr w wybieranym numerze na nie polski, przy wpisywaniu takiego numeru
#pytaniedoeksperta #elektronika #telekomunikacja

Serial obejrzysz także na wakacjach. Koniec geoblokingu abonamentów cyfrowych

psav zdjęcie główneDo tej pory dostęp do wielu usług internetowych był ograniczony geograficznie, a mieszkańcy państw unijnych podczas podróży za granicę często nie mogli korzystać tam z wykupionego w swoim kraju dostępu do treści internetowych, takich jak filmy, seriale telewizyjne, muzyka, gry czy wydarzenia sportowe.
Poirytowani byli m.in. kibice piłkarscy, którzy, kupując u siebie w kraju subskrypcję na oglądanie meczów, nie mogli np. podczas wizyty u kolegi w innym państwie cieszyć się wspólnym oglądaniem.
Przegłosowane w ubiegłym roku przez Parlament Europejski przepisy zaczynają od 1 kwietnia zmieniać tę rzeczywistość.
„To dobra wiadomość dla obywateli, ale też dla platform cyfrowych. (…) To pozytywne i namacalne osiągnięcie dotyczące jednolitego rynku cyfrowego” – mówiła w tym tygodniu na konferencji prasowej w tej sprawie unijna komisarz ds. gospodarki cyfrowej i społeczeństwa Marija Gabriel.
Dzięki unijnym regulacjom z wykupionego w jednym państwie członkowskim dostępu online np. do ulubionego serialu będzie można korzystać na terenie całej Wspólnoty; internauci zachowają dostęp do swoich kont w takich serwisach, jak Netflix, HBO Go, Amazon Prime czy Spotify, także podczas wyjazdów do innych krajów. Część serwisów już teraz nie blokuje treści, ale je ogranicza, np. oferując jedynie te filmy, które są dostępne w kraju, w którym użytkownik akurat przebywa. Przepisy mają przynieść korzyści także usługodawcom: zniesiony zostanie obowiązek uzyskiwania przez nich licencji obejmujących terytoria państw, do których podróżują abonenci.
Wejście w życie regulacji stało się też okazją dla Komisji Europejskiej, żeby przypomnieć Brytyjczykom, że od końca marca przyszłego roku, czyli wyjścia ich kraju z UE, nie będą objęci nowym przywilejem i ich subskrypcje w krajach unijnych nie będą działać.
Przepisy, które właśnie zaczynają funkcjonować są odbiciem mającego już kilka lat trendu dotyczącego korzystania z technologii i treści w sieci. Z danych Komisji wynika, że w latach 2010–14 wydatki konsumentów na subskrypcje usług wideo zwiększały się o 113 proc. rocznie, a liczba użytkowników w latach 2014–15 wzrosła o 56 proc.
„Szacuje się, że z możliwości transgranicznego przenoszenia skorzystać może co najmniej 29 mln osób (5,7 proc. konsumentów UE), a w przyszłości liczba ta znacznie się zwiększy – do 72 mln osób do 2020 r.” – napisali we wspólnym oświadczeniu unijni komisarze i eurodeputowani odpowiedzialni za te regulacje.
Z badań wynika, że prawie 60 proc. młodych Europejczyków twierdzi, iż możliwość korzystania z abonamentu w trakcie podróży jest ważnym czynnikiem przy wyborze subskrypcji usług online. „Przepisy gwarantujące możliwość przenoszenia odpowiadają na te potrzeby, dlatego ułatwią one dostawcom zwiększenie liczby abonentów” – przekonują odpowiedzialni za regulacje.
Nieograniczony dostęp do usług multimedialnych będzie przysługiwał osobom, które przebywają za granicą tymczasowo (np. na wakacjach, na studiach lub w pracy). Przepisy odnosić się będą jedynie do płatnych usług internetowych, dostawcy bezpłatnych będą mogli sami zdecydować, czy ich oferta będzie dostępna w całej UE bez blokowania.
Z danych KE wynika, że w 2016 roku 64 proc. Europejczyków korzystało z internetu w celu oglądania filmów, słuchania muzyki lub korzystania z gier.

Firma-matka Cambridge Analytica miała wpływ na wybory na całym świecie [MAPA]

Cambridge Analytica – niegdyś mało znana brytyjska firma konsultingowa, która doprowadziła do skandalu na skalę światową, swoje źródło ma w SCL Elections. Korporacja nie tylko zamieszała w wyborach w Stanach Zjednoczonych. Gdy okazało się, że CA wykorzystała dane 50 mln użytkowników Facebooka, by ukierunkować reklamy podczas wyborów prezydenckich w 2016 r.,
zaczęto śledzić rolę firmy np. w referendum ws. brexitu oraz innych elekcjach.
SCL Elections ma znacznie większe wpływy.
Jak powstało SCL Elections?SCL Elections miało zostać założone na bazie Instytutu Dynamiki Behawioralnej (Behavioural Dynamics Institute). Było to „grono wybitnych naukowców i konsorcjum międzynarodowych inwestorów, którzy współpracowali, aby stworzyć pierwszy akademicki think-tank specjalizujący się w nauce o komunikacji”. Na czele tej grupy stoi Nigel Oakes, były producent filmowy i dyrektor reklamy. W jej skład weszło dwóch psychologów, Adrian Furnham i Barrie Gunter. Oakes utworzył SCL Elections. W założeniu miała być to organizacja specjalizująca się w mierzalnych zmianach zachowań.>>> Czytaj też: Czy musimy być frajerami, których dane są sprzedawane w internecie? Oto, co może nas uratować [OPINIA]W oficjalnych dokumentach, SCL Elections przedstawia się tak: „W przeciwieństwie do komercyjnych agencji PR i firm komunikacyjnych, używamy zaawansowanych badań naukowych i technik analizy społecznej (…) w celu lepszego zrozumienia zachowań w obrębie elektoratu. Nasza unikalna, wymierna i oparta na efektach metodologia, opracowana przez Behavioural Dynamics Institute, pozwala nam zrozumieć, w jaki sposób ludzie myślą. Dzięki temu wiemy, co potrzeba, by zmienić ich sposób myślenia i związane z nim schematy głosowania”.W 2013 r. SCL Elections zapoczątkowało działalność Cambridge Analytica. To właśnie CA pracowało nad wieloma głośnymi kampaniami w Stanach Zjednoczonych, w tym również w ramach kampanii wyborczej Donalda Trumpa w 2016 r.>>> Czytaj też: Złowroga strona maszyn. Jak może nami manipulować sztuczna inteligencja?Gdzie działała firma SCL Elections?Zgodnie z dokumentami z ok. 2013 r., które zostały przeanalizowane przez redakcję Quartz, SCL Elections miała wpływ na wybory w 32 krajach w Europie, Ameryce Północnej i Południowej, Azji, Afryce i na Karaibach. psav videoKraje, w których wg. dokumentów SCL Elections firma pracowała, to: Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Argentyna, Kolumbia, Gujana, Urugwaj, Trynidad i Tobago, Grenada, Saint Vincent i Grenadyny, Saint Lucia, Federacja Saint Kitts i Nevis, Antigua i Barbuda, Cypr, Nigeria, Gabon, Kenia, Zambia, Republika Afryki Południowej, Łotwa, Litwa, Ukraina, Rumunia, Włochy, Mołdawia, Albania, Indie, Pakistan, Nepal, Tajlandia, Indonezja, Filipiny oraz Mauritius.Jak twierdzi SCL Elections, firma świadczyła różne usługi w każdym z wymienionych krajów, w zależności od wymagań klienta.Jak działa SCL Elections?Na przykład w Kenii firma opracował projekt badań politycznych obejmujący 47 tys. respondentów, co stanowiło próbę zrozumienia potrzeb i obaw elektoratu. SCL poinformował następnie klienta o polecanej komunikacji, brandingu i polityce. Prezydent Kenii Uhuru Kenyatta, według informacji The New York Times, podobno korzystał z usług firmy w 2013 i 2017 r.Kilka lat wcześniej, po zbadaniu wyborców w 2011 r. w stolicy Kolumbii, Bogocie, SCL zniechęcił klienta do zwracania uwagi na własną uczciwość i wiarygodność. Firma miała „zalecić, by jego klient nie zajmował się kwestią swojego charakteru, a zamiast tego wykorzystał innych do głoszenia swojej historii” – opisuje dokument na temat działalności firmy w Kolumbii.>>> Czytaj też: To może być koniec wielkiego Facebooka. Podzieli smutny los IBM?Według informacji zdobytej przez The New Yorker, klienci SCL Elections zazwyczaj płacili od 200 tys. do 2 mln dolarów i starannie wdrażali zalecenia firmy. Na przykład na karaibskiej wyspie Saint Kitts i Nevis, SCL twierdzi, że było w stanie opóźnić wybory i zorganizować kampanię „narodowej dumy”, która pomogła klientowi utrzymać władzę pod koniec lat 2000. W dokumentach na ten temat firma podaje: „Celem kampanii było przypomnienie społeczeństwu, że pomimo trudnych czasów kraj dobrze funkcjonuje i rozwija się. Kampania „To działa” obejmowała turystykę, zdrowie, edukację, sport i gospodarkę. Stała się popularna, mimo politycznych różnic”. Na swojej stronie internetowej Cambridge Analityca twierdzi, że zarządzała kampanią wyborczą Partii Pracy Saint Kitts i Nevis w 2010 r., co doprowadziło do bezprecedensowego czwartego zwycięstwa premiera Denzila Douglasa.Globalny zasięg firmy Cambridge Analytica i jej spółki macierzystej, SCL Elections, wahał się od Azji Południowo-Wschodniej do Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii. Ale to w Indiach, największej demokracji na świecie, korporacja ta mogła przeprowadzić najbardziej wymowną operację. Zgodnie z dokumentami przeanalizowanymi przez Quartz, firma SCL Elections twierdzi, że przed wyborami parlamentarnymi w 2014 r. zatrudniała aż 300 stałych pracowników i 1400 konsultantów wynajętych na rzecz Partii Bharatiya Janata (BJP) premiera Narendry Modi. Przed wyborami SCL skierowała uwagę na główne partie Indii, przygotowując zestaw „najbardziej wyrafinowanych badań politycznych i danych” w kraju.„Centrum operacyjne” ma mieścić duży zespół pracowników pomocniczych, w tym starszych prawników i specjalistów od monitoringu mediów, a także ekspertów oferujących informacje i wskazówki dotyczące badań pracownikom partyjnym. SCL zaproponował także opracowanie aplikacji dla klientów do zarządzania i dostarczania usług w czasie rzeczywistym. Nie jest jasne, czy którekolwiek z indyjskich partii faktycznie wynajęło CA lub jej spółkę-matkę. Wspomniane centrum operacyjne – OpCentre – miało powstać również w Indonezji, Kenii, Tajlandii i Wielkiej Brytanii. Według dokumentów firmy, ma na celu „zapewnić klientowi możliwość dostarczenia właściwych wiadomości, z właściwych źródeł, rozpowszechnianych za pośrednictwem właściwych kanałów, a przez to znacznie zwiększających zdolność partii do wygrywania wyborów”. Inne narzędzia SCL i CA to m.in.:audyt (lokalny, stanowy, krajowy), planowanie i zarządzanie ankietami, ocena programów rządowych, monitorowanie mediów, komunikacja z kandydatami.SCL Elections podaje, że „Personel pomocniczy w OpCentre zapewni analizę monitoringu kandydatom na odpowiednich poziomach. Umożliwi to klientowi lepsze zrozumienie otoczenia politycznego (i intencji konkurencji) – pozwalając zespołowi kampanii na pokonanie przeciwnika”.>>> Czytaj też: Nic w internecie nie jest prywatne. Pogódźmy się z tym i uczmy od Chińczyków