Afryka: Płatności mobilne służą wykluczonym

psav zdjęcie główneWedług GSM Association, w 2017 roku w 90 krajach istniało 276 systemów mobile money, do których należało około 690 mln ludzi i firm. Przeciętny użytkownik tego systemu wykonywał przelewy sms-ami o wartości 188 dol. w miesiącu. Wartość rynku mobile money w 2017 roku GSM Association wyceniło na 32 mld dol.Najwyraźniejszym przykładem sukcesu mobile money jest Kenia. W 2017 roku za pośrednictwem płatności mobilnych Kenijczycy przetransferowali 35,6 mld dol. – wynika z danych kenijskiego banku centralnego. To 21,7 proc. ówczesnego PKB PPP Kenii. W 2018 roku wartość transferów pieniężnych wykonanych przy pomocy telefonów komórkowych mogła sięgnąć ponad 38 mld dol. Konto w dominującym w tym afrykańskim kraju systemie płatności sms-owych M-Pesa ma 25 mln użytkowników, prawie co drugi spośród 48,4 mln obywateli kraju. Według danych rządowej platformy eCitizen, około 90 proc. płatności (podatki i inne opłaty) obywatele Kenii wykonują właśnie przy użyciu mobile money.Do Somalii jak ulałPodobne systemy płatności rozwijają się z powodzeniem w sąsiednich krajach (Uganda, Tanzania), w innych wybranych krajach (M-Pesa jest obecna w Demokratycznej Republice Konga, Egipcie, Ghanie, Lesotho, Mozambiku, a także w Indiach, a Wybrzeże Kości Słoniowej i Mauritius są podbijane przez inne firmy oferujące usługę mobile money), ale również w Afganistanie (M-Paisa), Iraku czy uznawanej za „upadły kraj” Somalii.Do Somalii, czyli kraju, w którym 73 proc. ludzi ma telefon komórkowy, ale aż 60 proc. jest nomadami, mobile money pasują jak ulał. – Obecnie w Somalii co miesiąc za pośrednictwem sms-ów dokonywanych jest około 155 mln transakcji na kwotę około 2,7 mld dol. – twierdzi Tim Kelly, specjalista ds. rozwoju technologii teleinformatycznych z Banku Światowego. Więcej na temat rozwoju mobile money w Somalii można przeczytać w raporcie Banku Światowego z 2017 roku.W Afryce subsaharyjskiej pod koniec 2017 roku działało 135 systemów płatności mobile money i należało do nich 122 mln ludzi, czyli ponad 20 proc. mieszkańców regionu – wynika z raportu „Sub-Saharan Africa – The Mobile Economy 2018” organizacji GSM Association. W takich krajach, jak Wybrzeże Kości Słoniowej, Mali czy Czad, więcej ludzi korzysta z mobile money niż z tradycyjnego konta bankowego – wynika z danych Banku Światowego opublikowanych w Global Findex Database.Pesa to pieniądze i zmianaWszystko zaczęło się w 2002 roku w Kenii. Pomysłodawcą systemu M-Pesa był Nick Hughes z firmy Vodafone. Chciał, aby ludzie nie posiadający kont w bankach mogli brać pożyczki czy kredyty i mieli możliwość spłacania rat za pomocą telefonów komórkowych. A dokładniej – za pomocą krótkich wiadomości tekstowych (SMS). Pilotaż ruszył w Kenii w 2007 roku (słowo pesa oznacza w języku swahili pieniądze), a nadzorował go Hughes oraz Susan Lonie z lokalnego operatora Safaricom, kontrolowanego przez Vodafone.Już podczas pilotażu okazało się, że ludzie używają systemu M-Pesa nie tylko do uiszczania należności i rachunków, ale także do wspomagania finansowo członków rodziny. A mały biznes zaczął korzystać z możliwości przechowywania środków overnight na koncie operatora niczym z sejfu.Gdy system M-Pesa ruszył pełną parą w 2009 roku, odniósł ogromny sukces. Po 8 miesiącach przystąpił do niego milion Kenijczyków. Po dwóch latach działania poprzez system przekazywano już około 10 proc. kenijskiego PKB w skali roku. psav pictureJednak nie we wszystkich krajach afrykańskich płatności sms-owe się przyjęły. Dlaczego? Jednym z wyjaśnień są bariery administracyjne. „Regulator kenijski był dostatecznie elastyczny, otwarty na rozwiązania nowatorskie. Nie w każdym kraju afrykańskim władze są skłonne do eksperymentów i otwarte na nowinki technologiczne” – tłumaczy dziennikarz Tim Harford w książce „Fifty Things That Made the Modern Economy”.Czasami przeszkodą są czynniki kulturowe. Na przykład w Egipcie z powodów jeszcze nieznanych systemy mobile money nie zyskują na popularności, choć nie stoją w sprzeczności z islamem, a około 100 proc. Egipcjan ma telefon komórkowy – wynika z artykułu „Socioeconomic dynamics in mobile money services in Egypt” autorstwa dr Mony Badran z Uniwersytetu w Kairze (Eurasian Business Review, nr 7/2017). psav pictureTymczasem systemy płatności mobilnej – twierdzą niektórzy – przynoszą wiele korzyści. Według szacunków rządu Ugandy każdy dorosły obywatel dzięki używaniu mobile money oszczędza około 12 roboczogodzin w ciągu kwartału, co pozwala zaoszczędzić także pieniądze, które trzeba wydawać na podróże do urzędów. A według danych Banku Światowego mobile money zmniejsza stopień wykluczenia kobiet z życia społecznego i biznesowego. System M-Pesa uznaje się więc coraz częściej za przykład tego, jak rozwiązania rynkowe mogą przyczyniać się do zwiększania stopnia inkluzywności finansowej w społeczeństwie.Zdaniem Tima Harforda takie systemy płatności jak M-Pesa mogą doprowadzić nawet do zmian kulturowych w biednych krajach. „M-Pesa z jednej strony uniemożliwia branie łapówek przez funkcjonariuszy publicznych, a z drugiej wymusza płacenie podatków. Czyni też mało opłacalnym proceder złodziejski, bo dziś w Kenii mało kto podróżuje z gotówką przy sobie” – zwraca uwagę badacz.Niektórzy twierdzą, że mobile money nie tylko ułatwiają życie, ale i ulepszają. Dzięki systemowi M-Pesa około 2 proc. kenijskich gospodarstw domowych wydobyło się z biedy – twierdzą Tavneet Suri i William Jack w artykule „The long-run poverty and gender impacts of mobile money” opublikowanym na łamach „Science” (nr 354/2016).Internet rzeczy w kuchniRozwinięty rynek płatności sms-owych umożliwia powstawanie nowych modeli biznesowych, które pomagają z powodzeniem rozwijać afrykańską gospodarkę, ale mają też korzystny wpływ na środowisko naturalne i portfele obywateli. Przykłady wylicza wspomniany już raport GSM Association.Od 2015 roku w Ugandzie działa system wynagradzania gospodarstw rolnych poprzez mobile money. Został stworzony przy współpracy firmy technologicznej Yo Uganda, eksportera kawy Kyagalanyi Coffee, funduszu United Nations Capital Development Fund (UNCDF) oraz operatora telekomunikacyjnego MTN. W 2017 roku układ obejmował 3 tys. rolników.W Dar es Salaam w Tanzanii trwają próby systemu Pay-as-you-Cook stworzonego przez firmy KopaGas i Oryx Energies. Urządzenia korzystające z technologii Internetu rzeczy (IT) pozwalają na szacowanie zużycia gazu podczas przygotowywania jedzenia w domu czy restauracji. Klient korzystający z takiego urządzenia może płacić za gaz za pomocą mobile money.Dzięki rozwiązaniu CTSuite opracowanemu przez start-up CityTaps od października 2016 roku w Niamey, stolicy Nigru, zużycie wody bieżącej spadło i poprawiła się jej dostępność. Przyczynił się do tego system płacenia za wodę za pomocą mobile money. Powstał we współpracy CityTaps z Société d’Exploitation des Eaux du Niger (SEEN) oraz operatorem komórkowym Orange Niger.W Kenii działa platforma Lynk, łącząca pracodawców z pracownikami. Poszukujący pracy licytują stawki (co oczywiście jest dobre dla zleceniodawcy), a po wykonaniu zadania są oceniani. Odbierają wynagrodzenie właśnie za pomocą mobile money.Innym kenijskim przykładem jest Kopo Kopo. Ta firma umożliwia małym przedsiębiorcom zaciąganie pożyczek w systemie mobile money.Można się niebezpiecznie uzależnićTrzeba jednak pamiętać, że systemy takie jak M-Pesa mają też wady. Kiedy zawodzą, wyrządzają poważne szkody. Na początku grudnia 2018 roku doszło do awarii systemu kenijskiego, który przestał działać na kilka godzin. Boleśnie odczuła to gospodarka kraju, ponieważ M-Pesa odgrywa w niej rolę głównego kanału transferu środków. Rząd Kenii poprosił firmę Safaricom o wyjaśnienia.Zdarzenie ukazało, że M-Pesa stała się ważnym składnikiem infrastruktury Kenii. – M-Pesa to już nie jest możliwość, lecz konieczność dla Kenijczyków. System zespolił się z życiem codziennym kilkudziesięciu milionów obywateli. Za jego pośrednictwem Kenijczycy płacą i za towary i za usługi, a także za mandaty i bilety parkingowe. Co prawda na rynku funkcjonują również inne rozwiązania tego typu, ale M-Pesa ma największy, bo ogólnokrajowy zasięg, stała się niemalże monopolistą. Awaria z grudnia ukazała, że gdy M-Pesa ma katar, to Kenia choruje – stwierdził John Walubengo z Multimedia University of Kenya na łamach bloga African Academic Network on Internet Policy.Firma Safaricom zapewnia, że tak duża awaria już nigdy się nie powtórzy. Właściciel M-Pesa przeniósł serwery, na których system jest oparty, z Niemiec do Kenii, co jego zdaniem znacząco podniosło jakość usługi.Jednak rząd w Nairobi zaniepokoił się awarią grudniową i postanowił udoskonalić krajowy system płatności mobilnych. Zapowiedział wprowadzenie rozwiązania dotyczącego płatności komórkowych, nadzorowanego przez kenijski urząd ds. komunikacji elektronicznej. Ma to stworzyć gwarancję dokonania przelewu, gdy jeden z systemów zawiedzie.W ubogich krajach rozwijających się, gdzie większość ludzi nie ma konta bankowego, rewolucja mobile money dopiero się zaczyna i nic jej nie powstrzyma. Tak przynajmniej wynika z prognozy postawionej – przy użyciu modelu nauczania maszynowego (machine learning) – przez firmę Vodafone i naukowców z Fondazione Bruno Kessler przy Uniwersytecie w Trydencie.Przypuszczenia uczonych znajdują potwierdzenie w rzeczywistości. M-Pesa nawiązała długoterminową współpracę z firmami PayPal i Western Union, co powinno podnieść atrakcyjność i użyteczność jej oferty. Firma MTN – jeden z dwóch największych operatorów telekomunikacyjnych na Czarnym Lądzie – zapowiedziała, że stawia na rozwój mobile money. Na rynek afrykański weszła też firma Samsung Pay. Autor: Piotr Rosik

⚠️Nie wciskaj #09 na…

⚠️Nie wciskaj #09 na klawiaturze telefonu ⚠️ Taki łańcuszek krąży po Polakach (na różnych komunikatorach). Tłumaczymy, czy jest się czym przejmować (a raczej kogo problem może dotyczyć): https://niebezpiecznik.pl/post/kolejny-lancuszek-z-ostrzezeniem-nie-wciskaj-09-o-co-tu-chodzi/ A teraz musicie to zaplusować z co najmniej 10 multikont, bo inaczej przejedzie Was ciężarówka ( ͡° ͜ʖ ͡°)

#security #bezpieczenstwo #hacking #niebezpiecznik #telekomunikacja #telefony #smartfon #whatsapp

Sejm nie zajmie się ustawą przyznającą TVP 1,2 mld zł

psav zdjęcie główne”Z porządku obrad usunięty został projekt nowelizacji przyznającej 1,2 mld zł panu (prezesowi TVP, Jackowi) Kurskiemu” – powiedział PAP Stanisław Tyszka. Projekt nowelizacji ustawy o opłatach abonamentowych autorstwa posłów PiS zakłada wprowadzenie rekompensaty dla publicznej radiofonii i telewizji w wysokości 1 mld 260 mln zł w związku z ubytkiem opłat abonamentowych w latach 2018-19. Zdaniem projektodawców propozycja ta ma zapewnić lepsze finansowanie mediów publicznych w Polsce.
Sejm miał rozpatrzyć projekt w środę po południu.
Jak podkreślił wicemarszałek Sejmu, „widać partia władzy wstydzi się tego, co zrobiły ostatnio +Wiadomośći+ TVP”. Chodzi o jeden z materiałów wyemitowanych w poniedziałkowym wydaniu „Wiadomości” TVP po śmierci prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. W materiale m.in. przypomniano zabójstwo w 2010 r. działacza PiS z Łodzi Marka Rosiaka, a jako przykłady mowy nienawiści przywołano wypowiedzi polityków opozycji, m.in. lidera PO Grzegorza Schetyny o „PiS-owskiej szarańczy” czy wypowiedź b. prezydenta Bronisława Komorowskiego, że „trzeba czasami mieć odwagę i lać się dechą z takimi ludźmi”.
Ponadto, jak poinformował PAP Tyszka, bieżące posiedzenie Sejmu będzie dwudniowe, a nie jak wcześniej planowano – trzydniowe. Oznacza to rezygnację z piątkowego posiedzenia, a punkty, które miały zostać rozpatrzone w piątek zostaną przesunięte na czwartek wieczór.
Dyrektor Centrum Informacyjnego Sejmu Andrzej Grzegrzółka przekazał PAP, że przewodniczący komisji, których posiedzenia zaplanowano na środę, „przełożyli je m.in. z powodu prac nad budżetem 2019 r. w Sali Plenarnej”. „Politycy wskazywali także na inne przyczyny organizacyjne” – wskazał.
Na środę planowano posiedzenia m.in. komisji: kultury fizycznej, sportu i turystyki, obrony narodowej, cyfryzacji, innowacyjności i nowoczesnych technologii oraz polityki społecznej i rodziny. W poniedziałek planowane na wtorek posiedzenie sejmowej komisji śledczej ds. VAT odwołał jej szef poseł Marcin Horała (PiS).>>> Czytaj też: Banki gotowe wejść do układu GetBack. Zgodziły się na redukcję długu o ponad 60 mln zł

Ponad 4,5 tys. skarg do UKE na operatorów telekomunikacyjnych

psav zdjęcie główneUrząd Komunikacji Elektronicznej, czyli regulator branży telekomunikacyjnej, pomaga także konsumentom.
W 2018 r. do UKE wpłynęło 3208 wniosków z prośbą o interwencję oraz 1389 wniosków w sprawie pozasądowego rozwiązania sporu konsumenckiego (postępowanie ADR). Te dwa sposoby pomocy konsumentom przez Urząd różnią się istotnie.
„Interwencja jest podejmowana wtedy, gdy mamy podejrzenie, że operator naruszył przepisy. UKE może w takim przypadku żądać wyjaśnień czy też dokumentacji od operatora, np. zdarza się, iż operator kieruje roszczenia wobec abonenta o zapłatę faktur, a abonent oświadcza, że żadnej umowy z operatorem nie zawierał bądź złożył oświadczenie o odstąpieniu od umowy” – wyjaśnia Agnieszka Pomierna-Andrychowska z UKE. Jak dodaje, w ramach tego postępowania często operator rewiduje swoje stanowisko i np. dokonuje korekty opłat albo uznaje oświadczenie o odstąpieniu za skuteczne. W 2018 r. 74 proc. wniosków o interwencję Prezesa UKE zakończyło się pozytywnie dla wnioskodawców. Średni czas trwania takiego postępowania to 21 dni.
Urząd, jeżeli stwierdzi, że tematyka zgłoszeń jest podobna i można podejrzewać danego operatora o praktyki naruszające interesy konsumentów bądź przepisy Prawa telekomunikacyjnego, może też zbadać sprawę z urzędu. Finałem takiego postępowania może być nałożenie kary pieniężnej na operatora.
Postępowanie ADR (dawniej postępowanie mediacyjne) ma inny charakter. Jak wyjaśnia Paweł Kucharczyk z UKE, ma ono na celu przede wszystkim polubowne zakończenie sporu i rozwiązanie sprawy. „Podejmujemy się go wtedy, gdy przedsiębiorca nie naruszył przepisów prawa, ale klient z jakiegoś względu, po wyczerpaniu postępowania reklamacyjnego, jest niezadowolony, np. zawarł umowę, której tak naprawdę nie chciał czy wysokość rachunku w danym miesiącu przerosła abonenta i nie jest on w stanie go uregulować” – powiedział Kucharczyk. Jak podkreślił ekspert, przedsiębiorca nie musi godzić się na udział w tym postępowaniu, gdyż ma ono charakter polubowny, ale z doświadczeń Urzędu wynika, że często nawet jeśli operator nie przystąpi do postępowania ADR, to na koniec uznaje roszczenie klienta.
„To oczywiście zależy od polityki danej firmy” – dodał Paweł Kucharczyk. Postępowanie ADR trwa maksymalnie do 90 dni. Średni czas trwania postępowania ADR w 2018 roku to 22 dni. W ubiegłym roku ponad połowa spraw (54 proc.) zakończyła się korzystnie dla konsumenta.
Jak wskazali przedstawiciele UKE, gros skarg na operatorów dotyczy rozliczeń (faktury i opłat), niewywiązywania się z warunków umowy, np. w sytuacji, gdy firma nie zapewnia właściwej jakości usług, obiecała dodatkowe usługi bezpłatnie, których nie ma. Konsumenci skarżą się także, iż operatorzy utrudniają rozwiązanie umowy i przejście do innego operatora.
Oddzielnym rodzajem skarg są skargi na nieuczciwe praktyki rynkowe firm, które swoją działalność opierają na oszustwie – najczęściej podawaniu się za obecnego operatora bądź oszukując, że operator zmienia nazwę i wymaga zawarcia nowej umowy.
„Te małe firmy ograniczają się przeważnie do usług głosowych, z których korzystają głównie starsi ludzie, bardzo podatni na sugestie. Starając się nawiązać +walkę+ z dużymi graczami, często uciekają się do nieetycznych metod” – mówi Paweł Kucharczyk. Według ekspertów UKE, w takich wypadkach podają się po prostu za dotychczasowego operatora i proponują niby zmianę warunków umowy. „Oszuści nastawiają się na +złapanie klientów+ i zawarcie umów licząc, że konsument nie odstąpi od umowy w ciągu 14 dni, a w przypadku rozwiązania umowy po tym terminie, kierują roszczenia o zapłatę tzw. kary umownej za rozwiązanie umowy przed terminem. Często te firmy działają okresowo i znikają z rynku albo rejestrują się pod nową nazwą” – mówił Paweł Kucharczyk. „Nasze delegatury mówią, że czasami są w stanie w danym mieście pokazać, którędy przechodził akwizytor, bo mają skargi z poszczególnych ulic na jego trasie” – dodała Agnieszka Pomierna-Andrychowska.
Według przedstawicieli Urzędu skarg na tego typu nadużycia w latach 2014 – 2017 było bardzo dużo, zwłaszcza w stosunku do liczby klientów obsługiwanych przez operatorów. Zgłoszenia dotyczyły m.in. PGT S.A., Telekomunikacji Cyfrowej Sp. z o.o., Twojej Telekomunikacji Sp. z o.o., Telekomunikacji dla Domu Sp. z o.o., Telekomunikacji Stacjonarnej Sp. z o.o., Nasza S.A., TelePolska Sp. z o.o. Postępowania w takich sprawach prowadzą prokuratury rejonowe, a postępowanie łączne wobec Telekomunikacji dla Domu Sp. z o.o., Naszej S.A., Twojej Telekomunikacji Sp. z o.o., PGT S.A prowadzi Prokuratura Okręgowa w Płocku.
Według przedstawicieli UKE, choć dzięki liczba zgłoszeń konsumentów w podobnych sprawach maleje (w 2018 r. 109 zgłoszeń wobec blisko 2000 w latach 2016-17), nie oznacza to, ze problem znika. UKE apeluje więc szczególnie do seniorów o zachowanie szczególnej ostrożności przy zawieraniu umów, w tym czytanie dokumentów i weryfikowanie z jakim podmiotem zawierana jest umowa. Konsumenci powinni pamiętać, że w razie wątpliwości mogą odmówić podpisania umowy. >>> Czytaj też: Dyrektorzy zarabiają w kilka dni tyle, co szeregowy pracownik w cały rok

Huawei kontra reszta świata, czyli wojna o 5G. Kto kogo szpieguje?

psav zdjęcie główneCofnijmy się do marca zeszłego roku. Prezydent USA Donald Trump blokuje transakcję przejęcia amerykańskiej firmy Qualcomm, producenta procesorów używanych w telefonach komórkowych oraz rozwiązań 5G, uzasadniając to „bezpieczeństwem narodowym”. Kupić ją chciał singapurski Broadcom, powiązany z Huaweiem. Na procesorach Qualcomma działa większość smartfonów z systemem Android sprzedawanych w USA (Apple ma własne). Nawet koreański Samsung, choć na cały świat wypuszcza telefony z autorskim procesorem Exynos, w tych samych modelach w Stanach korzysta z chipsetów Qualcomma. Huawei nie decyduje się też na wprowadzenie na rynek amerykański flagowej linii Mate, napędzanej Kirinem, czyli własnym procesorem. Miała je sprzedawać sieć AT&T, ale wycofała się na dzień przed oficjalną prezentacją, nieoficjalnie, pod naciskiem amerykańskiej administracji. Czy dlatego że rządowa agencja bezpieczeństwa (NSA) nie miałaby kontroli nad smartfonami z chińskim „sercem”? >>> Czytaj też: „Fatalne konsekwencje dla reputacji”. Huawei zwolniło pracownika oskarżonego w Polsce o szpiegostwoIstotniejszą kwestią jest technologia 5G, która umożliwi działanie internetu rzeczy czy autonomicznych samochodów. Producenci czekają na większą przepustowość i do sieci popłynie niewyobrażalna ilość informacji. Nic dziwnego, że państwa chcą i powinny mieć nad nimi pełną kontrolę. Komisja Europejska określiła, że sieć 5G ma wzmocnić sektory: motoryzacyjny, transportowy, energetyczny, wytwórczy, rozrywkowy i służbę zdrowia. To idealne cele cyberataków na dużą skalę i szanse na przejęcie kontroli nad całymi państwami. Oczywiście jednym ze światowych liderów tej technologii jest… Huawei. Firmę założył w 1987 r. Ren Zhengfei, były oficer chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej. Zaczynała od produkcji routerów, budowy sieci telekomunikacyjnych, teraz realizuje kontrakty dla rządu i armii, jest promowana jako „dobro narodowe” i jest chińskiej władzy bardzo bliska. Tak bardzo, że niektórzy uważają, iż jest jej zbrojnym ramieniem w walce o światowe dane. Poczynaniom Huaweia bacznie przygląda się Sojusz Pięciorga Oczu – porozumienie organizacji wywiadowczych USA, Wielkiej Brytanii, Kanady, Australii i Nowej Zelandii. Wszystkie te kraje zablokowały dostęp tej firmie do sieci 5G, wskazując na „zagrożenie bezpieczeństwa narodowego”. Donald Trump jeszcze w tym miesiącu może wydać rozporządzenie zabraniające używania amerykańskim firmom sprzętu Huaweia i ZTE (innego chińskiego giganta w technologii 5G). Czym więc jest światowa walka z Huaweiem i rugowanie go z kolejnych krajów? Czy w przededniu technologicznej rewolucji jesteśmy świadkami wojny wywiadów, która zdecyduje o losach świata? I gdzie w tym jest Polska? Możemy poruszać się w świecie domysłów, zbierać strzępy informacji i próbować składać je w większą całość. Wiele pytań, mało odpowiedzi, ale czas zacząć sobie zdawać sprawę z tego, że wizja świata z filmu „Matrix” nie jest tak odległa, jak mogłoby się wydawać. ©℗>>> Polecamy: Huawei groźny dla bezpieczeństwa państwa? Zakaz korzystania ze sprzętu to za mało [OPINIA]

Zabawna i przerażająca…

Zabawna i przerażająca zarazem historia! Numer Jarka (ma telefon w T-Mobile) sieć Play przyznała komuś innemu. I teraz dzwoniąc do Jarka, można się dodzwonić do niego …albo do miłej Pani. To rodzi wiele problemów…
https://www.wykop.pl/link/4740641/play-dal-jego-numer-komus-innemu-teraz-pod-1-numerem-sa-2-osoby-kto-odbierze/

#bezpieczenstwo #security #hacking #niebezpiecznik #play #tmobile #telefony #telekomunikacja #gsm #2clients1number

Tetris kontra Minecraft, czyli nowa teoria konfliktów

psav zdjęcie główne”To najlepsze okno na dzisiejszy świat jakie widziałem” – ocenił tę książkę David Brooks z „The New York Times”. Polecają ją także m.in. miliarder Richard Branson i prezes koncernu Unilever Paul Polman. Czy słusznie?Na początku publikacji, której polski tytuł to „Nowa władza: jak władza działa w świecie super-łączności – i jak sprawić by działała ona na twoją korzyść” autorzy stawiają tezę, że mamy obecnie do czynienia ze starciem firm, organizacji, instytucji stworzonych według starych reguł władzy i tych opierających się na nowych zasadach.Te nowe zasady wynikają przede wszystkim z dostępu do internetu. Do niedawna możliwości wpływu jednostki na rzeczywistość były bardzo ograniczone. Internet sprawił, iż nawet pojedyncza osoba, rozumiejąca reguły rządzące siecią może zgromadzić poparcie dla idei, organizacji czy produktu.Stare wymagania kontra nowa współpracaPrzykładem firmy z ery „nowej władzy” czyli firmy, która bez oddolnej aktywności ludzi by nie istniała jest „Facebook”, a przykładem ruchu jest „me too”, czyli „ja też” (w ten sposób identyfikują się w internecie kobiety, które były napastowane i chcą w ten sposób zwrócić uwagę na problem).Z kolei „stara władza” wynika z tego co ludzie czy organizacje mają, wiedzą albo kontrolują, a co nikt inny nie ma. Modele „starej władzy” proszą nas byśmy tylko postępowali według ustalonych reguł w stylu: płaćcie podatki, odrabiajcie prace domowe albo konsumowali. Bohaterowie „nowej władzy” wymagają i pozwalają nam na znacznie więcej: byśmy dzielili się pomysłami, tworzyli nowe treści (na przykład portal YouTube).Autorzy obrazowo pokazują, iż świetnym sposobem na zrozumienie różnicy między nową a starą władzą jest popatrzenie na dwie gry komputerowe: Tetris i Minecraft. Tetris to bardzo popularna gra powstała w 1984 r. Polegała ona na tym, że z góry ekranu spadały bloki w kształcie klocków o różnych kształtach. Zadaniem gracza było obrócenia je, zanim spadną, w taki sposób, by nie było pustych miejsc między klockami.Gdy cały rząd był wypełniony bez przerw to znikał a gracz dostawał punkty. Z czasem klocki spadały coraz szybciej i coraz mniej czasu było na ich dopasowanie. A miejsca na układanie było coraz mniej. Wcześniej czy później gracz nie dawał sobie rady i przegrywał. „W przyszłości najlepiej poradzą sobie ci, którzy będą potrafili wykorzystać energię mas ludzi organizujących się dzięki internetowi.”W Tetrise, podobnie jak w instytucjach starej władzy, jednostki miały ograniczoną rolę, zasady były sztywne, nie można ich było zmienić i wygrać z systemem. Z kolei organizacje stworzone według reguł nowej władzy przypominają bardziej stworzoną już w erze internetu grę Minecraft.Podobnie jak w Tetrisie w Minecracie gracze układają klocki o różnych kształtach. Z tym, że w Minecrafcie mają oni bez porównania więcej swobody. Klocki są trójwymiarowe i gracze mogą z nich budować co chcą. Nie muszą też konkurować o punkty zgodnie ze sztywnymi regułami, tylko mogą tworzyć to co chcą dla samej przyjemności tworzenia. Inni gracze nie są wrogami, których trzeba pokonać tylko innymi twórcami, z którymi można współpracować.W świecie Minecrafa, stworzonym wyłącznie przez graczy, można znaleźć zbudowane przez nich domy, świątynie, sklepy Walmart, ale także smoki, jaskinie, łodzie, kurczaki, kina czy stadiony. Nie ma żadnych instrukcji. Wszyscy uczą się, podglądając innych przy pracy i bez graczy Minecraft nie istnieje.Zdaniem autorów konflikty w dzisiejszym świecie można sprowadzić do nieporozumień pomiędzy ludźmi wyznającymi „wartości Tetrisa”, a tymi którzy kierują się „wartościami Minecrafta”. A w przyszłości najlepiej poradzą sobie ci, którzy będą potrafili wykorzystać energię mas ludzi organizujących się dzięki internetowi.Autorytaryzm kontra współzarządzanieAutorzy pokazują wojnę wartości na przykładzie konkurencji dwóch firm z ery internetu: Uber i Lyft. Obie firmy na pierwszy rzut oka oferują takie same usługi, tzn. tworzą sieć kierowców, zwykle amatorów, którzy przewożą za pieniądze pasażerów, konkurując z taksówkami. Ale obie firmy sprzedają swoje usługo zupełnie inaczej.Uber reklamuje się jako „twój prywatny kierowca”, podczas gdy Lyft uderza do klientów pod hasłem „twój przyjaciel z autem”. Z czasem okazało się, że obie firmy istotnie różnią się w podejściu do prowadzenia biznesu. Założyciel Ubera Travis Kalanick dał się poznać komentarzami, z których wynikało, że dla niego kierowcy są tylko źródłem niepotrzebnych kosztów, które w niedalekiej przyszłości zostanie wyeliminowane wraz z nadejściem samochodów autonomicznych.Lyft z kolei całkowicie odmiennie traktuje prowadzących samochody. Jakiś czas temu Uber nagle ogłosił, że od 10 proc. do 20 proc. obniża stawki za przejazd w osiemdziesięciu miastach w USA. Firma ogłosiła tę informację, skądinąd bardzo ważną dla ich kierowców, w piątek późnym popołudniem. Do tego nawet nie rozesłano jej mailem do zainteresowanych.Oczywiście uzasadniano to dobrem kierowców, którzy mieli w sumie zarobić więcej dzięki większemu popytowi na ich usługi. Ale dla kierowców ważne było także to, że ich godzinowa stawka za pracę spadła, a nikt nawet nie zapytał ich o zdanie w tej sprawie.Lyft musiał dostosować się do niższych cen, bo ciągle przy wyborze transportu autem głównym kryterium jest cena. Ale zarządzający spółką rozpoczęli od konsultacji z kierowcami, którzy zaproponowali szereg pomysłów, które miały zmniejszyć negatywne skutki niższych stawek za przejazd; jednym z nich były dodatkowe premie dla kierowców, którzy pozyskali nowych klientów.Każdy pomysł kierowców Lyfta był prezentowany dumnie na stronie internetowej spółki z nazwiskiem osoby, która była jego autorem oraz opiniami klientów, którzy wyrażali swoją satysfakcję z jakości usług świadczonych przez spółkę. W czasie gdy kierowcy Ubera organizowali się w proteście przeciwko działaniom kierownictwa swojej firmy, szefowie Lyfta urządzali swoim kierowcom pikniki, by ci mogli się lepiej poznać.Teza, którą Jeremy Heimans i Henry Timms rozwinęli w swojej publikacji jest interesująca, ale w mojej ocenie autorzy nie zebrali wystarczająco dużo ciekawego materiału by napisać całą książkę. Omawiana przez nich teza wszak po raz pierwszy pojawiła się w artykule „Understanding New Power” opublikowanym przez nich na łamach Harvard Business Review (ukazał się on w grudniowej edycji pisma z 2014 r.).Tekst ten jest dostępny za darmo w internecie i zawiera najciekawsze obserwacje obu autorów. W mojej ocenie, zdecydowanej większości czytelników wystarczy przeczytanie tego artykułu i wiele nie stracą jeżeli darują sobie zapoznanie się ze 336 stronicową publikacją. Przeczytanie całości polecam jedynie najbardziej zainteresowanym tematem. Autor: Aleksander Piński 

o kurwa ale foliarstwo…

o kurwa ale foliarstwo xDDDDDDD

#jerzyzieba #zieba #tysiacurojenniezaleznychmediow #telekomunikacja #technologia

Oswoiliśmy unijny roaming. Klienci odczują korzystną dla operatorów obniżkę cen

psav zdjęcie głównePlay (P4), Plus (Polkomtel), Premium Mobile, ITI, Virgin Mobile, Mobile Vikings, spółki z grupy Netia (Netia, Telefonia Dialog, Internetia) oraz FM Group Mobile w końcu 2018 r. już po raz drugi uzyskały od prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej zgody na stosowanie dodatkowej opłaty przy świadczeniu usług w roamingu na terenie Unii. Pozwolenia są wydawane na 12 miesięcy, więc poprzednie już wygasają. UKE rozpatruje także wniosek o ponowną zgodę na dopłaty złożony przez Orange – obecne pozwolenie dla tej firmy będzie obowiązywało do kwietnia 2019 r. Wydanie przez regulatora ponownej zgody oznacza, że na podstawie danych finansowych dostarczonych przez operatorów telekomunikacyjnych uznał on, iż nadal ponoszą oni straty uzasadniające dodatkowe obciążenie klientów, tzn. przekraczające 3 proc. marży osiąganej na usługach mobilnych. Zasadę Roam-Like-At-Home (RLAH), zgodnie z którą za połączenia wykonywane w pozostałych krajach Unii Europejskiej (a także Islandii, Liechtensteinie i Norwegii) płaci się tyle samo, co za usługi we własnym kraju, wprowadzono 15 czerwca 2017 r. Jak wyliczył UKE, w pierwszym roku stosowania bezpłatny roaming unijny kosztował polski rynek usług mobilnych łącznie 350 mln zł, co stanowi 5,2 proc. marży w tym sektorze. Najbardziej odczuwalny był hurtowy zakup usług od zagranicznych partnerów, który stanowił średnio 84 proc. kosztów roamingowych operatorów. Niewielkie – znacznie niższe od stawek sprzed RLAH – dopłaty od klientów, wprowadzane za zgodą regulatora rynku w danym kraju, mają częściowo zrekompensować telekomom straty na roamingu. W Polsce w pierwszym roku dodatkowe opłaty ustanowiło ośmiu operatorów, w tym wszyscy główni gracze: Play, Orange, Plus i T-Mobile. Jak wskazuje raport Komisji Europejskiej, nie we wszystkich państwach Wspólnoty było tak duże zainteresowanie dopłatami. W Belgii, Danii, Estonii, Rumunii i Słowenii prosili o to tylko pojedynczy operatorzy.Druga tura dopłat w Polsce oznacza, że unijny roaming wciąż jest dla krajowych firm uciążliwy. Ale dobra wiadomość jest taka, że finansowe konsekwencje tanich połączeń w UE są dla operatorów coraz mniej dotkliwe. Stało się tak dzięki obniżce cen hurtowych za usługi telekomów z innych krajów Wspólnoty. Prezes UKE Marcin Cichy powiedział DGP, że „większy ruch w roamingu dał polskim operatorom argument do negocjowania niższych stawek w rozliczeniach hurtowych”. Podobnie wypowiadali się m.in. przedstawiciele Orange.Hurtowe stawki, według których rozliczają się operatorzy z różnych krajów, zawsze były znacznie wyższe od cen detalicznych dla klientów – dlatego po zniesieniu opłat za roaming operatorzy zaczęli tak dużo tracić. Szczególnie przy rozliczeniach za transfer danych. Półtora roku od wprowadzenia RLAH w Unii upowszechniła się już jednak tendencja spadkowa.Przyczyny są dwie. Po pierwsze, obniżki wymuszają regulacje unijne. Wprowadzając RLAH, ustalono m.in. pięcioletni harmonogram redukcji najboleśniejszych dla operatorów stawek hurtowych – za transfer danych. Najpierw do 7,7 euro za gigabajt (przed 15 czerwca 2017 r. średnia cena wynosiła 9,9 euro), z początkiem ub.r. do 6 euro, od 1 stycznia br. do 4,5 euro, a w przyszłości do 3,5 euro (2020 r.), 3 euro (2021 r.), i do 2,5 euro (2022 r.).Raport KE pokazuje jednak, że rzeczywiste obniżki idą jeszcze dalej. Już w I kw. 2018 r. średnia cena hurtowa spadła do 2,7 euro. A przy rozliczeniach wzajemnych między operatorami – do 2,6 euro. Średnia dla pięciu europejskich operatorów stosujących najniższe stawki wyniosła zaś 1,1 euro za gigabajt, czyli dziewięć razy mniej niż cena sprzed RLAH.W raporcie podkreślono, że zwiększenie ruchu w roamingu napędziło konkurencję w hurcie. Szczególne ożywienie dotyczy transmisji danych, która w I kw. ub.r. była w EOG średnio czterokrotnie większa niż w I kw. 2017 r. (przed RLAH). Liczba wykonywanych za granicą połączeń wzrosła zaś prawie dwukrotnie.Klienci polskich firm telekomunikacyjnych są w czołówce Europejczyków korzystających ze zniesienia opłat za roaming. Jak podaje KE, przez łącza naszych operatorów odbywa się trzykrotnie więcej rozmów z zagranicy niż przed obniżką stawek. Podobne przyrosty notują firmy z Rumunii, Bułgarii, Chorwacji i Hiszpanii. Niemal dziesięciokrotnie zwiększyła się ilość transmitowanych danych. W tej dziedzinie przodują jednak Skandynawowie. Przeciętny abonent ze Szwecji czy z Norwegii zużywa w innych krajach ponad 700 MB danych miesięcznie, podczas gdy klient polskiego telekomu – ok. 330. Plasujemy się jednak z tym wynikiem powyżej średniej (niespełna 260 MB), wyprzedzając m.in. Niemcy, Czechy i Słowację. Według danych UKE najwięcej z usług roamingowych korzystamy w Niemczech, Holandii, Wielkiej Brytanii, we Francji i Włoszech. Rekordzista z Polski zużył w roamingu prawie 500 gigabajtów.Klienci odczują korzystną dla operatorów obniżkę cen hurtowych. Na przykład Orange z początkiem tego roku zwiększył miesięczne pakiety danych w roamingu (w Orange Love z 3,22 do 4,18 gigabajta) i obniżył z 3 gr brutto do 2,34 gr brutto opłaty pobierane po wykorzystaniu tego limitu.>>> Czytaj też: To był najlepszy rok dla państwowej kasy po 1989 r. Możliwe nawet zrównoważenie budżetu