KE: Państwa członkowskie UE mogą ograniczyć dostawcom technologii dostęp do 5G

psav zdjęcie główneKomisja Europejska nie wymienia żadnej konkretnej firmy, choć media twierdzą, że ten fragment wytycznych wskazuje na chiński koncern Huawei.
Unijni urzędnicy pozostawiają jednak państwom członkowskim wolną rękę, podkreślając, że państwa członkowskie powinny mieć swobodę co do wyboru dostawców technologii 5G, a jednocześnie możliwości zablokowania tych, których uznają za zagrożenie dla cyberbezpieczeństwa.
Huawei, największy na świecie producent sprzętu telekomunikacyjnego, był wielokrotnie krytykowany przez USA. Waszyngton wskazywał, że firma produkuje sprzęt, który może być wykorzystywany do szpiegowania na rzecz Pekinu. Amerykanie w efekcie liczyli, że UE wprowadzi obostrzenia dla koncernu z Państwa Środka. Chiński gigant odpiera jednak te zarzuty i przekonuje, że Stany Zjednoczone chcą zakazać jego produktów, gdyż żadna amerykańska firma nie może zaoferować takiego samego zakresu technologii 5G w konkurencyjnej cenie.
Unijny komisarz ds. rynku wewnętrznego Thierry Breton podkreślił w środę w Brukseli, że dostawcy technologii 5G spoza UE są mile widziani w Europie, o ile przestrzegają zasad. Wiceszef KE Margaritis Schinas zwrócił z kolei uwagę na kwestie cyberbezpieczeństwa. „5G będzie technologią o przełomowym znaczeniu, ale nie można wprowadzić jej kosztem bezpieczeństwa naszego rynku wewnętrznego” – powiedział.
Huawei z zadowoleniem przyjął decyzję KE, która – jak napisał – pozwala koncernowi nadal uczestniczyć we wprowadzaniu 5G w Europie. „To bezstronne i oparte na faktach podejście do bezpieczeństwa 5G pozwala Europie mieć bezpieczniejszą i szybszą sieć 5G. Huawei jest obecny w Europie od prawie 20 lat i ma udokumentowane osiągnięcia w zakresie bezpieczeństwa. Będziemy nadal współpracować z europejskimi rządami i przemysłem, aby opracować wspólne standardy w celu wzmocnienia bezpieczeństwa i niezawodności sieci” – napisała w oświadczeniu firma.
Komisja Europejska zaleca też w swoich wytycznych rządom krajów UE, aby korzystały z usług kilku dostawców 5G, a nie jednej firmy. Dostawców technologii należy oceniać – w opinii KE – pod kątem czynników technicznych, jak i nietechnicznych, w tym ryzyka ingerencji ze strony przedsiębiorstw wspieranych przez państwo.
Brytyjski rząd ogłosił we wtorek, że zezwoli Huawei na ograniczoną rolę w budowie sieci 5G. Jak poinformowano – nie wymieniając z nazwy firmy Huawei – „dostawcy wysokiego ryzyka” zostaną wykluczeni z wrażliwej ze względów bezpieczeństwa części sieci, nazywanej rdzeniem, w której przetwarzane są dane. W pozostałej części sieci, nazywanej peryferiami, która obejmuje maszty telekomunikacyjne i przekaźniki, ich udział będzie ograniczony do 35 proc. Ponadto będą oni wykluczeni z terenów ważnych z punktu widzenia bezpieczeństwa, takich jak okolice baz wojskowych czy elektrowni jądrowych.
Premier Boris Johnson rozmawiał we wtorek wieczorem z prezydentem USA Donaldem Trumpem o podjętej przez brytyjski rząd decyzji, by – wbrew stanowisku Waszyngtonu – dopuścić chiński koncern telekomunikacyjny Huawei do częściowej budowy sieci 5G w Wielkiej Brytanii.
KE wezwała państwa członkowskie do wdrożenia wytycznych do 30 kwietnia 2020 roku oraz do przygotowania do 30 czerwca 2020 roku raportu na ten temat.
Sieć 5G (sieć telekomunikacyjna piątej generacji) to standard telekomunikacyjny, który umożliwia nawet stukrotne zwiększenie prędkości transmisji w porównaniu z obecnymi sieciami 4G. Technologia ta ma przyspieszyć m.in. rozwój tzw. internetu rzeczy, usług telemedycyny, autonomicznych pojazdów czy inteligentnych miast. Unia Europejska uważa sieci 5G za jeden z możliwych impulsów wzrostu gospodarczego i szansę na konkurowania ze Stanami Zjednoczonymi i Chinami.>>> Czytaj też: USA wzywają Wielką Brytanię do przemyślenia decyzji o dopuszczeniu Huawei do sieci 5G

USA wzywają Wielką Brytanię do przemyślenia decyzji o dopuszczeniu Huawei do sieci 5G

psav zdjęcie główne”Istnieje również szansa, że Wielka Brytania spojrzy na to jeszcze raz, jak implementacja będzie się posuwała naprzód. Nasz pogląd na Huawei jest następujący: umieszczenie jej sprzętu w systemie stwarza realne ryzyko” – powiedział Pompeo, wskazując na prawny obowiązek, który według Amerykanów, ma Huawei, aby przekazywać dane do Komunistycznej Partii Chin.
„Ocenimy, co zrobiła Wielka Brytania. Chcemy być pewni, że gdy amerykańskie informacje przechodzą przez sieć, jest to sieć godna zaufania. Będziemy współpracować z Wielką Brytanią. Nalegaliśmy, by podjęli inną decyzję niż ta, którą podjęli i porozmawiamy o tym, jak dalej sprawa będzie prowadzona” – dodał.
We wtorek brytyjski rząd – wbrew stanowisku USA, które ostrzegały, że używanie sprzętu Huawei stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa – zgodził się na dopuszczenie chińskiej firmy do budowy sieci 5G, choć jedynie w ograniczonym zakresie. Premier Boris Johnson w rozmowie z prezydentem USA Donaldem Trumpem sugerował później, że wobec dominującej pozycji Huawei na rynku, Wielka Brytania nie miała innego wyboru.
Odnosząc się do tego Pompeo powiedział: „Ważne jest, aby wszyscy wiedzieli o prawdziwej pracy podejmowanej przez wiele prywatnych firm w Stanach Zjednoczonych i w Europie, aby być prawdziwymi konkurentami dla Huawei”.
Zgodnie z decyzją brytyjskiego rządu, „dostawcy wysokiego ryzyka” – za jakiego uważany jest Huawei – zostaną wykluczeni z wrażliwej ze względów bezpieczeństwa części sieci, nazywanej rdzeniem, w której przetwarzane są dane. W pozostałej części sieci, nazywanej peryferiami, która obejmuje maszty telekomunikacyjne i przekaźniki, ich udział będzie ograniczony do 35 proc. Ponadto będą oni wykluczeni z terenów ważnych z punktu widzenia bezpieczeństwa, takich jak okolice baz wojskowych czy elektrowni jądrowych.
Decyzję o częściowym dopuszczeniu Huawei będą musieli jeszcze zaaprobować posłowie, ale biorąc pod uwagę wyraźną większość, którą konserwatywny rząd ma w Izbie Gmin, wydaje się, że nie będzie z tym problemu.
Pompeo będzie rozmawiał w Londynie z brytyjskim ministrem spraw zagranicznych Dominikiem Raabem oraz premierem Johnsonem.>>> Czytaj też: Jesteśmy tańsi, a czasami też lepsi. Tak polskie firmy konkurują w Niemczech
Johnson broni decyzji w sprawie Huawei Brytyjski
premier Boris Johnson bronił w środę w Izbie Gmin decyzji o częściowym
dopuszczeniu chińskiej firmy Huawei do budowy sieci 5G. Wyraził też
poparcie dla bliskowschodniego planu pokojowego przedstawionego przez
prezydenta USA Donalda Trumpa.”Uważam, że jest absolutnie
niezbędne, aby ludzie w tym kraju mieli możliwość korzystania z
najlepszych dostępnych technologii” – powiedział Johnson w czasie
cotygodniowej sesji parlamentarnych pytań do premiera.”Ale też nie robimy absolutnie nic, co zagraża naszym stosunkom ze
Stanami Zjednoczonymi, nie robimy niczego, co mogłoby zagrozić naszej
krytycznej infrastrukturze bezpieczeństwa narodowego, ani też nie robimy
nic, co zagrażałoby naszej niezwykle cennej współpracy w dziedzinie
bezpieczeństwa z naszymi partnerami” – podkreślił.Brytyjski premier odniósł się też do przedstawionego we wtorek
wieczorem przez Trumpa planu pokojowego dla Bliskiego Wschodu. „Żaden
plan pokojowy nie jest doskonały, ale ten ma taką wartość, że zakłada
rozwiązanie w postaci dwóch państw. To zapewniłoby, że Jerozolima byłaby
stolicą zarówno Izraela, jak i narodu palestyńskiego” – powiedział. Trump zaproponował, aby istniały dwa oddzielne państwa – Izrael i
Palestyna. Palestyńską stolicą miałaby być Jerozolima Wschodnia. Zgodnie
z planem terytoria palestyńskie miałyby zostać powiększone dwukrotnie,
ale Izrael uzyskałby suwerenność nad żydowskimi osiedlami na Zachodnim
Brzegu Jordanu. Projekt zakłada też zamrożenie na cztery lata
żydowskiego osadnictwa na palestyńskich terenach administrowanych przez
Izrael.We wtorek wieczorem brytyjskie MSZ wezwało przywódców izraelskich i
palestyńskich do „rzeczywistego i uczciwego rozważenia tych planów i
zbadania, czy mogą one okazać się pierwszym krokiem na drodze powrotnej
do negocjacji”.>>> Czytaj też: Jak będzie wyglądać UE po brexicie? „Jedność Europejczyków jest najważniejsza”

Huawei jednak będzie brało „ograniczony” udział w budowie brytyjskiej sieci 5G

psav zdjęcie główneRząd wyjaśnił, nie wymieniając z nazwy firmy Huawei, że „dostawcy wysokiego ryzyka” zostaną wykluczeni z wrażliwej ze względów bezpieczeństwa części sieci, nazywanej rdzeniem, w której przetwarzane są dane. W pozostałej części sieci, nazywanej peryferiami, która obejmuje maszty telekomunikacyjne i przekaźniki, ich udział będzie ograniczony do 35 proc. Ponadto będą one wykluczone z terenów ważnych z punktu widzenia bezpieczeństwa, takich jak okolice baz wojskowych czy elektrowni jądrowych.”To jest rozwiązanie dopasowane do brytyjskiej sytuacji i decyzja odpowiada wyzwaniom, wobec których stoimy” – oświadczyła po posiedzeniu Narodowej Rady Bezpieczeństwa Nicky Morgan, minister kultury, cyfryzacji, mediów i sportu.Decyzję tę będą musieli jeszcze zaaprobować posłowie, ale biorąc pod uwagę wyraźną większość, którą rząd ma w Izbie Gmin, wydaje się, że nie będzie z tym problemu.Decyzja w sprawie udziału Huawei w budowie sieci 5G była najtrudniejszym dotąd wyborem w polityce zagranicznej, który musiał podjąć rząd Johnsona. Z jednej strony presję na Londyn wywierały Stany Zjednoczone, ostrzegające, że sprzęt Huawei może być wykorzystywany przez chińskie władze do szpiegowania, zatem jego dopuszczenie naraża na szwank specjalne brytyjsko-amerykańskie stosunki w dziedzinie bezpieczeństwa. Z drugiej strony Chiny, będące kluczowym partnerem handlowym dla Wielkiej Brytanii, groziły poważnymi konsekwencjami gospodarczymi w przypadku wykluczenia Huawei. Dodatkowo brytyjski biznes ostrzegał, że zakaz dla Huawei opóźniłby wprowadzenie w Wielkiej Brytanii superszybkich połączeń 5G i w konsekwencji kosztowałby miliardy funtów.Chińska firma wyraziła zadowolenie z podjętej przez rząd decyzji. „Huawei został uspokojony potwierdzeniem przez brytyjski rząd, że możemy kontynuować współpracę z naszymi klientami, aby wprowadzać 5G na rynek. Ta oparta na dowodach decyzja zaowocuje bardziej zaawansowaną, bezpieczniejszą i bardziej opłacalną infrastrukturą telekomunikacyjną, która będzie odpowiednia na przyszłość. Daje ona Wielkiej Brytanii dostęp do wiodącej na świecie technologii i zapewnia konkurencyjność jej rynku” – napisał w wydanym oświadczeniu Victor Zhang z Huawei.Władze USA jak na razie nie odniosły się do brytyjskiej decyzji.Huawei, największy na świecie producent sprzętu telekomunikacyjnego, zaprzecza amerykańskim oskarżeniom o powiązania z chińskim wywiadem i przekonuje, że Stany Zjednoczone chcą zakazać jego produktów, gdyż żadna amerykańska firma nie może zaoferować takiego samego zakresu technologii 5G w konkurencyjnej cenie.Trzech z czterech operatorów sieci komórkowych w Wielkiej Brytanii już wcześniej ogłosiło, że będzie używać peryferyjnych urządzeń Huawei w usługach 5G.>>> Czytaj też: Europa potrzebuje zamożnego Trójmorza. Ale jego sukces zależy od amerykańskich pieniędzy

Johnson: Decyzja ws. Huawei pogodzi oczekiwania konsumentów i bezpieczeństwo

psav zdjęcie główneJak się oczekuje, decyzję w sprawie ewentualnego dopuszczenia chińskiej firmy brytyjski rząd ogłosi we wtorek. Johnson znajduje się w trudnym położeniu, bo musi pogodzić kilka sprzecznych ze sobą interesów – „specjalne stosunki” Wielkiej Brytanii ze Stanami Zjednoczonymi. A USA ostrzegają, że sprzęt Huawei jest zagrożeniem dla bezpieczeństwa. Poza tym, zakaz dla Huawei kosztowałby miliardy funtów i opóźniłby wprowadzenie w Wielkiej Brytanii superszybkich połączeń 5G.
Zapytany o tę kwestię w poniedziałek brytyjski premier oświadczył, że istnieje sposób, by umożliwić konsumentom i firmom dostęp do nowej technologii bez naruszania relacji w zakresie bezpieczeństwa z sojusznikami.
„Droga do przodu jest dla nas oczywiście taka, aby system dostarczał ludziom takich korzyści, jakich konsumenci oczekują od technologii 5G, ale w żaden sposób nie naruszał naszej krytycznej infrastruktury krajowej, naszego bezpieczeństwa ani nie zagrażał naszej zdolności do współpracy z innymi potęgami wywiadowczymi na całym świecie” – powiedział Johnson.
W zeszłym tygodniu Reuters podał, powołując się na dwa źródła zaznajomione z tematem, że brytyjscy urzędnicy zaproponowali przyznanie Huawei ograniczonej roli w przyszłej brytyjskiej sieci 5G, czyli aby zakazać chińskiej firmie korzystania z wrażliwej, kluczowej ze względu na dane części sieci i niedopuszczenie do systemów rządowych. Taką samą tymczasową decyzję podjął w zeszłym roku gabinet ówczesnej premier Theresy May.
„Nie ma powodu, dla którego nie mielibyśmy mieć w Wielkiej Brytanii postępu technologicznego, pozwalać konsumentom, przedsiębiorstwom w Wielkiej Brytanii na dostęp do fantastycznych technologii, fantastycznej komunikacji, ale zarazem chroniąc nasze interesy w dziedzinie bezpieczeństwa i nasze kluczowe partnerstwa z innymi światowymi potęgami” – dodał brytyjski premier.
Huawei, największy na świecie producent sprzętu telekomunikacyjnego, zaprzecza amerykańskim oskarżeniom o powiązania z chińskim wywiadem i przekonuje, że Stany Zjednoczone chcą zakazać jego produktów, gdyż żadna amerykańska firma nie może zaoferować takiego samego zakresu technologii 5G w konkurencyjnej cenie.
>>> Czytaj też: MC podpisało umowę z IBM. Firma ma zadbać o bezpieczeństwo sieci w Polsce

Nawet najlepsze oprogramowanie szpiegowskie nie ujawni o nas tylu danych, co my sami

psav zdjęcie głównePegasus to trojan stworzony przez izraelską firmę NSO Group. Padają poważne podejrzenia, że posiada go już także nasze CBA. Opozycja grzmi, że to działanie nielegalne, politycy PiS ripostują, że uczciwi obywatele nie mają się czego obawiać, zaś służby unikają odpowiedzi. Program zbiera informacje o lokalizacji celu, historię połączeń, hasła, podgląda pliki. Potrafi podsłuchać połączenia telefoniczne i przechwycić w czasie rzeczywistym rozmowy prowadzone przez Skype’a, WhatsAppa, facebookowego Messengera. Nie wymaga współpracy z operatorem telefonii komórkowej.
Czy to jedyne zagrożenie dla naszej prywatności, którego powinniśmy się obawiać? Nie, bo o wiele większych powodów do zmartwień przysparzamy sobie sami. – Część polityków przedstawia Pegasusa jako zło wcielone – mówi Marcin Maj, ekspert Niebezpiecznika.pl, internetowego serwisu zajmującego się bezpieczeństwem teleinformatycznym. – Ale znacznie gorzej byłoby, gdyby nasze służby jako jedyne nie posiadały tego narzędzia. Pegasus jest elementem kontroli operacyjnej, ale obarczonym wadami. Pierwsza z nich to cena: służby mają możliwość wykupienia licencji na określoną liczbę osób śledzonych. Koszt licencji na 10 osób to ok. 25 mln zł. To już ogranicza możliwość użycia Pegasusa. Tak, można go podrzucić celowi bez jego wiedzy i interakcji, czyli bez klikania w podejrzane linki. Jednak im dłużej takie narzędzie jest na rynku, tym większe prawdopodobieństwo, że producenci systemów mobilnych znajdą sposób, by się przed nim zabezpieczyć – dodaje. >>> Czytaj też: Bezprawna inwigilacja. Zasady dostępu polskich służb do danych telekomunikacyjnych są niezgodne z prawem UE
Dane i towar
Dlaczego tak się dzieje? Bo nawet najlepsze narzędzia do inwigilacji są towarem. Nie jest tajemnicą, że ich producenci dbają o bliskie relacje z przedstawicielami służb, przedstawiając im regularnie katalogi najnowszych produktów. – To biznes nastawiony na zysk – mówi Maj. I pokazuje przykład, jak on działa. Kilka lat temu narzędzie do rozpoznawania twarzy było drogie. Dziś kamery z detekcją twarzy kosztują już ok. 400–600 zł i na stałe weszły do systemów monitoringu zakładanych na grodzonych osiedlach. Podobnie stało się z systemem rozpoznawania tablic rejestracyjnych. W obu przypadkach były to rozwiązania przeznaczone dla służb specjalnych. Czy źle się stało, że trafiły do powszechnego użytku? – Jeśli doczekamy chwili, kiedy wszystkie wspólnoty w Polsce będą z nich korzystać, to rodzi się pytanie, kto i jak będzie administrował gromadzonymi na nasz temat danymi? A przede wszystkim, kto będzie chronił je przed niekontrolowanym wyciekiem – pyta ekspert Niebezpiecznika. I to, jego zdaniem, jest clue zagadnienia: zafascynowani nową technologią rzucamy się na jej możliwości. Jednak do tego, by być jej świadomym użytkownikiem, brakuje nam wiedzy. Popełniamy błędy, którymi karmi się biały wywiad.
Marcin Maj prowadzi m.in. szkolenia z OSINT (Open-Source Intelligence), czyli białego wywiadu. Chodzi o gromadzenie informacji z powszechnie dostępnych źródeł. – Których nigdy nie było tyle, ile dziś – dopowiada. – Prawdę mówiąc jeszcze 10 lat temu byłem przekonany, że ta forma zbierania informacji straci rację bytu. Ludzie z branży bezpieczeństwa sądzili, że internauci szybko nauczą się zasad bezpieczeństwa, przynajmniej tych podstawowych. I co? Wszyscy byliśmy w błędzie – podkreśla. Cały artykuł przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP

Bezprawna inwigilacja. Zasady dostępu polskich służb do danych telekomunikacyjnych są niezgodne z prawem UE

psav zdjęcie główneDane operatorów telekomunikacyjnych i dostawców internetowych pozwalają nie tylko ustalić, do kogo dzwoniliśmy, czy na jakie strony internetowe wchodziliśmy, ale także, gdzie w danej chwili się znajdowaliśmy. Od lat Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej uznaje te informacje za poważną ingerencję w naszą prywatność i uważa, że służby powinny mieć do nich dostęp tylko w przypadku poważnych przestępstw oraz pod sądową kontrolą. Przepisy państw członkowskich nadal zaś nakazują operatorom przechowywać te dane i udostępniać je na żądanie służb. W przedstawionej w środę opinii rzecznik generalny Campos Sánchez-Bordona uznał za niezgodne z prawem unijnym regulacje trzech państw: Francji, Belgii i Wielkiej Brytanii. Jeśli TSUE podtrzyma w wyroku tę opinię, to będzie to oznaczać również wadliwość polskich przepisów. Operatorzy telekomunikacyjni są bowiem dzisiaj zobligowani do przechowywania przez rok takich danych i udostępniania ich na każde żądanie policji i służb.
– Rozstrzygnięcie będzie miało fundamentalne znaczenie dla całego systemu ochrony prywatności i danych osobowych. Przewidziane w przepisach gwarancje nie obejmują wykorzystania danych w celu zapewnienia bezpieczeństwa narodowego. Przełamanie tej zasady pozwoli stosować jednolite gwarancje wobec wykorzystywania danych przez wszystkie służby, uporządkuje sytuację i znacząco podwyższy standard ochrony danych osobowych przetwarzanych w kontekście przeciwdziałania przestępczości – zauważa Wojciech Klicki, prawnik z Fundacji Panoptykon.
Dostęp z ograniczeniami
Rozpoznawana sprawa jest konsekwencją wcześniejszego orzecznictwa TSUE w zakresie dostępu służb do danych telekomunikacyjnych. W 2014 r. trybunał uznał, że dyrektywa 2006/24/WE o retencji danych telekomunikacyjnych zbytnio ingeruje w prawo do prywatności i wykracza poza granice tego, co niezbędne do zapewniania bezpieczeństwa (połączone sprawy C-293/12 i C-594/12). Dyrektywa została uznana za nieważną, a tym samym państwa UE straciły podstawę prawną dla krajowych regulacji przewidujących przechowywanie danych na potrzeby służb. Zaraz po wydaniu tego orzeczenia szwedzki operator Tele2 Sverige AB zapowiedział, że w związku ze stwierdzeniem nieważności dyrektywy nie będzie już przetrzymywał danych telekomunikacyjnych. To stało się powodem kolejnych pytań prejudycjalnych. W 2016 r. TSUE przesądził o niezgodności z prawem unijnym przepisów krajowych, które nakazują ogólną retencję danych (połączone sprawy C-203/15 oraz C-698/15). Zgodnie z tym wyrokiem państwa członkowskie nie mogą nakładać na dostawców usług elektronicznych obowiązku uogólnionego i niezróżnicowanego przechowywania danych. Trybunał dopuścił możliwość gromadzenia danych, ale tylko w indywidualnych sprawach w celu zwalczania poważnej przestępczości. Zostało to natomiast obwarowane dodatkowymi warunkami. Dostęp do danych jest możliwy po uzyskaniu zgody sądu lub innego niezależnego organu, a inwigilowana osoba powinna zostać o tym poinformowana.
Wspomniane wyroki wywołały zaniepokojenie wielu państwach członkowskich, które uważają, że ograniczanie dostępu do danych telekomunikacyjnych utrudnia im zapewnienie bezpieczeństwa narodowego oraz walkę z przestępczością i terroryzmem. Znalazło to odbicie w pytaniach prejudycjalnych przesłanych przez francuską Radę Stanu Conseil d’État (sprawy połączone La Quadrature du Net i in., C-511/18 i C-512/18), belgijski Trybunał Konstytucyjny Cour constitutionnelle (Ordre des barreaux francophones et germanophone i in., C-520/18) oraz brytyjski Sąd ds. Uprawnień Dochodzeniowych Investigatory Powers Tribunal (Privacy International, C-623/17). Wszystkie są rozpoznawane łącznie. Sprawa budzi olbrzymie zainteresowanie rządów, o czym świadczyć może fakt, że aż 13 państw przedstawiło w niej swe stanowiska.
W pierwszej kolejności Campos Sánchez-Bordona rozwiał wątpliwości co do możliwości zastosowania dyrektywy o prywatności i łączności elektronicznej 2002/58/WE w zakresie dostępu służb do danych. Państwa biorące udział w postępowaniu zwracały uwagę, że spod jej przepisów są wyłączone działania mające na celu zapewnienie bezpieczeństwa narodowego. Rzecznik generalny zgodził się z tym, ale jednocześnie zastrzegł, że chodzi wyłącznie o działalność samych władz publicznych. Jeśli zaś jest ona prowadzona przy współpracy dostawców usług elektronicznych, to dyrektywa i wszystkie wynikające z niej ograniczenia znajdują zastosowanie.
Konieczne gwarancje
Rzecznik generalny uznał za sprzeczne z prawem unijnym przepisy regulujące retencję i dostęp do danych we wszystkich trzech państwach, których dotyczyły pytania prejudycjalne. Każda z krajowych regulacji przewiduje bowiem uogólniony i niezróżnicowany obowiązek przechowywania informacji, co zostało już wcześniej zakwestionowane przez TSUE.
Campos Sánchez-Bordona uważa natomiast za dopuszczalną retencję danych podlegającą określonym ograniczeniom i zróżnicowaniom.
„Chociaż to trudne, to jednak możliwe jest dokładne określenie zgodnie z obiektywnymi kryteriami, zarówno kategorii danych, których przechowywanie uważa się za niezbędne, jak i kręgu osób, których dane te dotyczą” – podkreślił w swej opinii.
Nawet tak ograniczonej retencji muszą towarzyszyć dodatkowe obostrzenia. Dostęp do danych powinien być możliwy za zgodą sądu lub niezależnego organu administracyjnego, a osoby, których dane pobrano, muszą zostać o tym fakcie poinformowane, chyba że mogłoby to narazić na szwank prowadzone dochodzenia.
– Postulowane przez TSUE wprowadzenie mechanizmu informowania jednostki, że była inwigilowana, jest kluczowe. Poinformowanie użytkownika telefonu, oczywiście po zakończeniu działań operacyjnych, o zainteresowaniu ze strony służb to skuteczne narzędzie do przeciwdziałania ewentualnym nadużyciom – podkreśla Wojciech Klicki.
Polski problem
Jeśli wyrok TSUE będzie zgodny z przedstawioną opinią, to kłopoty będą miały nie tylko państwa, których bezpośrednio dotyczy sprawa, ale także inne, w tym Polska. Nasze regulacje nie spełniają bowiem wskazanych warunków. Nakazują ogólne przechowywanie danych, do których służby mają potem niczym nieskrępowany dostęp. Nie przewidują również informowania o inwigilacji, nawet po zakończeniu śledztwa, gdy osoba będąca w zainteresowaniu służb okaże się niewinna.
– Jeżeli wyrok TSUE będzie zgodny z opinią rzecznika generalnego, a tak należy założyć, to linia orzecznicza przesądzająca o niezgodności z dyrektywą ogólnego i niezróżnicowanego obowiązku retencji danych będzie ugruntowana. W konsekwencji polski ustawodawca powinien znowelizować przepisy, by były zgodne z tym orzecznictwem – zauważa Witold Chomiczewski, radca prawny i wspólnik w kancelarii Lubasz i Wspólnicy. Jeśli Polska tego nie zrobi, to musi się liczyć z konsekwencjami.
– Po pierwsze, otworzy to szerzej drogę dla dochodzenia odszkodowań przez każdego objętego retencją od Skarbu Państwa za niewłaściwą implementację dyrektywy. Nie będą to łatwe postępowania, ale moim zdaniem są możliwe do przeprowadzenia. Po drugie, Komisja Europejska będzie mogła podjąć działania związane z uchybieniem przez Polskę swoim zobowiązaniom, czyli brakiem pełnej implementacji dyrektywy – wyjaśnia prawnik.
Część państw już po wyroku w sprawie Tele2 Sverige AB podjęła pewne próby dostosowania do niego swoich regulacji. Nasz ustawodawca całkowicie go zignorował.
– Polskie przepisy od lat są niezgodne zarówno z orzecznictwem TSUE, jak i Trybunału Konstytucyjnego (wyrok sygn. akt K 23/11). Nie istnieje nie tylko uprzednia, ale nawet następcza kontrola nad dostępem do danych. Bo za realną nie można uznać kontroli polegającej na wysłaniu przez służbę sądowi raz na sześć miesięcy tabeli zestawiającej liczbę pobranych danych – podkreśla Wojciech Klicki.>>> Czytaj też: Ile wyniesie europejska płaca minimalna? Hiszpański dziennik ujawnia plany KE

Listonosze z tabletami. Poczta Polska ma umowę z Orange na 116 mln zł

psav zdjęcie głównePoczta Polska będzie mogła kupić do 30 tys. tabletów Samsung Galaxy Tab Active 2 wraz z usługą transmisji danych, licencje do systemu dedykowanego do zarządzania flotą urządzeń oraz usługi napraw serwisowych, podano. „To największe tego typu wdrożenie w Europie na przestrzeni ostatnich kilku lat. Dzięki nowym tabletom Poczta Polska przez kolejne trzy lata będzie mogła obsługiwać przesyłki z Elektronicznym Potwierdzeniem Odbioru. Obecnie miesięcznie doręczamy ok. ośmiu milionów takich przesyłek dla sądów, prokuratur, ale też innych instytucji i firm, które wolą nowoczesną formę potwierdzenia. Warto podkreślić, że z roku na rok liczba przesyłek z EPO rośnie o około 30-40%” – powiedział wiceprezes Poczty Polskiej ds. sprzedaży Grzegorz Kurdziel, cytowany w komunikacie. Tablety trafią do placówek pocztowych w czterech transzach. Pierwsza pula urządzeń zostanie przekazana do końca stycznia 2020 r., wymiana ponad 20 tys. urządzeń potrwa ok. 3 miesięcy, wskazano również. Zakupiony w wyniku postępowania przetargowego Tablet Samsung Galaxy Tab Active 2 to urządzenie przystosowane do pracy w trudnych warunkach. Wraz z obudową spełnia rygorystyczną normę MIL-STD-810G i. Ekran urządzenia umożliwia pracę z użyciem piórka S-Pen, w którym rysik nie wymaga odrębnego źródła zasilania. Wszystkie funkcje, związane z rejestrowaniem cech biometrycznych podpisów, rejestrowane są przez ekran tabletu, co jest dużym udogodnieniem w pracy pocztowców. „Główna różnica pomiędzy papierową formą doręczania przesyłek, a procesem elektronicznym polega na zastąpieniu tradycyjnego potwierdzenia odbioru – powiadomieniem elektronicznym. Klienci korzystający z usługi Elektronicznego Potwierdzenia Odbioru otrzymują informację o doręczeniu przesyłki w czasie rzeczywistym. Rozwiązanie umożliwia przekazanie  klientowi pełnej informacji o terminie odebrania przesyłki, a także przekazanie obrazu złożonego podpisu wraz z cechami biometrycznymi” – czytamy dalej. Wymagania w zakresie jakości elektronicznego podpisu EPO określone są w umowie na doręczanie korespondencji dla sądów i prokuratur. Były one postawą do określenia wymagań sprzętowych w przeprowadzanym postępowaniu przetargowym. Opcja EPO jest dostępna także dla innych klientów umownych, którzy chcą otrzymywać potwierdzenia odbioru, ale nie są zainteresowani przechowywaniem papierowych dokumentów. Dzięki zastosowanym rozwiązaniom EPO wszystkie dane o doręczanych przesyłkach klienci otrzymują w pliku elektronicznym, podsumowano. Poczta Polska to największy polski pracodawca zatrudniający ponad 80 tys. pracowników w całym kraju. Posiada największą sieć dystrybucyjno-logistyczną w kraju, obejmującą ponad 7,5 tys. placówek. >>> Czytaj też: Wyrok TSUE dotyczy nie tylko e-booków. To koniec handlu używanymi grami komputerowymi?

Sieć 5G w co najmniej 7 miastach Polski już w pierwszym kwartale 2020 r.

psav zdjęcie główneSieć 5G (sieć telekomunikacyjna piątej generacji), czyli nowy, intensywnie rozwijany standard telekomunikacyjny m a umożliwić nawet stukrotne zwiększenie prędkości transmisji w porównaniu do obecnych sieci 4G. Taka technologia ma przyspieszyć m.in. rozwój internetu rzeczy (Internet of Things – IoT), usług telemedycyny, autonomicznych pojazdów czy inteligentnych miast.
Pod koniec października 2019 r. Ministerstwo Cyfryzacji, Polski Fundusz Rozwoju oraz operatorzy telekomunikacyjni podpisali porozumienie w sprawie rozpoczęcia prac nad powołaniem spółki Polskie 5G do budowy wspólnej infrastruktury usług w technologii 5G. Operatorzy telekomunikacyjni, którzy weszli do porozumienia to Exatel, Orange Polska, T-Mobile Polska i Polkomtel, „przy udziale” operatora sieci Play.
„Przeprowadzone w 2019 roku testy zakończyły w grudniu przygotowania Plusa do stworzenia i uruchomienia pierwszej w Polsce komercyjnej sieci 5G. Obecnie rozpoczęła się już budowa sieci 5G na częstotliwości 2600 MHz” – napisano w komunikacie.
Budowa sieci 5G Grupy Cyfrowy Polsat na początku ma być realizowana w Warszawie, Gdańsku, Katowicach, Łodzi, Poznaniu, Szczecinie i Wrocławiu. Na jej potrzeby zostały przeznaczone zasoby w paśmie 2600 MHz, które mają pozwolić na uzyskanie prędkości przesyłu danych na poziomie powyżej 500 Mb/s.
Sieć ma być realizowana w technologii TDD (Time Division Duplex), która pozwala na realizację transmisji danych z wykorzystaniem jednego, wspólnego fragmentu pasma do naprzemiennej w czasie transmisji downlink oraz uplink.
W komunikacie dodano, że w pierwszym kwartale 2020 roku jest planowane uruchomienie sieci 5G na około 100 stacjach bazowych. Stacje bazowe będą wyposażane w nowoczesny sprzęt sieciowy 5G dostarczony przez firmy Nokia i Ericsson.(PAP)
W grudniu Play – inny operator 5G – poinformował, że planuje udostępnić sieć w technologii 5G na terenie aglomeracji trójmiejskiej, dzięki modernizacji ponad 100 stacji bazowych działających w paśmie 2,1 GHz.
Do 2020 r. Komisja Europejska chce objąć siecią 5G przynajmniej po jednym mieście każdego kraju członkowskiego, a do 2025 r. powinny zostać wyposażone w nią wszystkie duże miasta w UE oraz główne szlaki transportowe. Główne parametry sieci 5G to 1 Gb/s transferu, a także opóźnienie mniejsze niż 5 milisekund oraz obsługa ponad 100 urządzeń na metr kwadratowy powierzchni.>>> Czytaj też: Bezpieczeństwo w cenie. Jen i frank szwajcarski najmocniejsze od miesięcy

AR, 5G i koniec monopolu Google. Oto trendy technologiczne roku 2020

psav zdjęcie główneRedakcja Fast Company zebrała wypowiedzi profesjonalistów w dziedzinie kapitału wysokiego ryzyka i technologii o tym, czego możemy się spodziewać w nadchodzącym roku. Najnowsza generacja sieci bezprzewodowej, 5G,
ma na przykład działać jako katalizator dla kolejnych innowacji, takich jak
inteligentne miasta i łatwe do noszenia urządzenia mobilne. Popularność zdobędą
okulary rozszerzonej rzeczywistości (AR), które będą mogły wykorzystywać chmurę w
celu identyfikacji ludzi i rzeczy; zaś rola sztucznej inteligencji wzrośnie w
biznesie i opiece zdrowotnej. Społeczeństwo staje się coraz bardziej świadome odpowiedzialności
firm technologicznych i jednocześnie oczekuje, że to technologia rozwiąże
aktualne problemy naszego świata.Sztuczna inteligencja może zdemokratyzować opiekę zdrowotną.
Dzięki wykorzystaniu AI w praktycznie wszystkich obszarach opieki – od
profilaktyki, przez diagnozę, po leczenie – można będzie obniżyć koszty,
zapewnić lepszy dostęp i dać każdemu najlepszego lekarza, wyrównując szanse w
skali globalnej.W leczeniu raka niebagatelną rolę odegra terapia genowa. To
jedna z najbardziej obiecujących i ekscytujących technologii – w przyszłości
może być zastosowana w leczeniu np. guzów prostaty, trzustki czy jajników.Żmudny proces edycji genów CRISPR ma zostać zautomatyzowany przez
edytor genów firmy Inscripta – Onyx.Lekarze nie będą musieli spędzać połowy wizyty na
wprowadzaniu danych pacjenta. Dzięki nowej aplikacji głosowej firmy Suki będą
mieć do dyspozycji cyfrowego asystenta, który zapisze diagnozę i wypisze
recepty według tego, co mówi lekarz.
Takie technologie ubieralne jak Biosensing będą w stanie np.
mierzyć temperaturę, by przewidzieć nadchodzące przeziębienie. Dodatkowo
podsuną najlepsze medykamenty, które można zamówić online.
Sztuczna inteligencja w połączeniu z interoperacyjnością
danych poprawią wyniki pacjentów, jednocześnie zwiększając wydajność operacyjną
i obniżając ogólny koszt opieki. Z pomocą modeli predykcyjnego uczenia
maszynowego lekarze będą mogli przewidzieć np. udar mózgu, raka czy zawał
serca, a dzięki spersonalizowanej opiece – wcześniej interweniować.
W 2020 roku będziemy świadkami pierwszego złośliwego użycia
deepfake’ów w celu wywarcia wpływu na wybory prezydenckie. Eksperci przewidują,
że to nie będzie udana próba: społeczeństwo będzie bardziej sceptyczne, a media
będą wykorzystywać narzędzia do wykrywania „fejków”.
Zbliża się koniec monopolu Google. Systematyczne
wykorzystywanie danych z wyszukiwarek do tworzenia treści w celu utrzymania
większego udziału w ruchu internetowym jest sprzeczne z zasadami konkurencji. Aplikacje głosowe odniosły sukces wśród osób starszych.
Seniorom podoba się łatwość obsługi i fakt, że potrafią korzystać z technologii
w naturalny sposób. W 2020 r. technologia głosowa stanie się integralną częścią
życia osób starszych. Wraz z postępem w dziedzinie technologii głosowych oraz rozwojem
chatbotów i niestandardowych asystentów cyfrowych, które pojawiły się na rynku,
w 2020 r. głos będzie wprowadzał dwukierunkową rozmowę.Aplikacje finansowe będą tworzyć spersonalizowane plany
oszczędzania bądź wyjścia z długów. „Autonomiczne finanse” dostosują je do
wieku, dochodów i kredytów użytkownika, na bieżąco aktualizując kwotę
przeznaczoną na oszczędzanie bądź spłatę długów.
Przykłady takich firm jak Peloton i WeWork pokazują, że
korporacje czeka zmiana priorytetów na polu przedkładania zysków nad kosztowne
ambicje wzrostu. Dostęp do kapitału ulegnie w 2020 roku stonowaniu w miarę jak
fundusze zaostrzą kontrolę nad modelami biznesowymi.Technologia rzeczywistości rozszerzonej, nakładająca dane na
to, co widzimy w otaczającym nas świecie, będzie coraz bardziej upowszechniona.
Pojawi się na okularach, szybach i oknach. Projektanci UX-ów będą musieli się odpowiednio dostosować:
zamiast tworzyć projekty tylko dla różnych urządzeń, będą musieli zacząć myśleć
o rozszerzonej rzeczywistości. Gesty, głos, spojrzenie, pora dnia, ile osób jest
w pomieszczeniu – wszystkie te zmienne muszą być brane pod uwagę w
projektowaniu interfejsów.Rok 2020 może być rokiem transformacji technologii. I nie
tylko dla niej samej, ale również dla roli, jaką odgrywa ona w społeczeństwie.>>> Czytaj też: Zamiast emerytury – praca do 70-tki? To możliwe dzięki egzoszkieletom