Orange Polska miało 36 mln zł straty netto w I kw. 2020 r.

psav zdjęcie główneZysk operacyjny wyniósł 87 mln zł wobec 71 mln zł zysku rok wcześniej. EBITDAaL wyniosła 676 mln zł (według MSSF16) wobec 638 mln zł rok wcześniej (według MSSF16). „Wzrost EBITDAaL (EBITDA po uwzględnieniu kosztów leasingu) o 6% r/r/ odzwierciedlający: poprawę marży bezpośredniej, wynikającą z dobrych wyników w zakresie przychodów z podstawowych usług, dalszą znaczną optymalizację kosztów: koszty pośrednie spadły o 4% r/r” – czytamy w raporcie. Skonsolidowane przychody ze sprzedaży sięgnęły 2 804 mln zł w I kw. 2020 r. wobec 2 778 mln zł rok wcześniej. W I kw. 2020 r. wzrost przychodów o 0,9% r/r odzwierciedlający: wzrost łącznych przychodów z usług konwergentnych, wyłącznie komórkowych i wyłącznie stacjonarnego dostępu szerokopasmowego o 3,3% r/r, dzięki strategii „więcej za więcej” przekładającej się na poprawę trendu ARPO, wzrost w usługach IT i integracyjnych o 59% r/r, wynikający z dynamicznego wzrostu organicznego oraz konsolidacji wyników BlueSoft, przychody z hurtowych usług komórkowych odzwierciedlające znaczny wzrost ruchu głosowego od początku pandemii,  spadek przychodów ze sprzedaży sprzętu odzwierciedlający zamknięcie w marcu znacznej części punktów sprzedaży z powodu pandemii” – wymieniono także. Na koniec marca baza operatora składała się z 15,436 mln kart SIM, w tym 10,342 mln post-paid i 5,095 mln pre-paid. Liczba klientów stacjonarnych usług głosowych wyniosła 3,034 mln. Liczba klientów światłowodu sięgnęła 564 tys. Nakłady inwestycyjne wyniosły 343 mln zł (według MSSF16) wobec 451 mln zł rok wcześniej (według MSSF16). Organiczne przepływy pieniężne wyniosły – 78 mln zł (według MSSF16) wobec -99 mln zł (według MSSF16) rok wcześniej. „eCapex (ekonomiczne nakłady inwestycyjne) w wysokości 343 mln zł (spadek o 24% r/r/) odzwierciedlają różne rozłożenie budowy sieci światłowodowej w trakcie roku, 4,4 mln gospodarstw domowych w zasięgu sieci światłowodowej na koniec marca (189 tys. objętych zasięgiem w 1 kw.). Organiczne przepływy pieniężne w wysokości -78 mln zł odzwierciedlają wzrost EBITDAaL oraz sezonowo wysokie płatności za inwestycje” – czytamy dalej. „Po wybuchu pandemii COVID-19 musieliśmy natychmiast skorygować nasze krótkoterminowe priorytety. Największy nacisk położyliśmy na bezpieczeństwo pracowników i klientów oraz zapewnienie ciągłości działalności. Jestem pod wielkim wrażeniem i dumny z tego, jak szybko nasza organizacja dostosowała się do tej sytuacji. Wszystkie usługi są normalnie świadczone klientom, a nasze sieci działają bez zakłóceń, dobrze radząc sobie z ogromnym wzrostem ruchu. Obecny kryzys w sposób szczególny potwierdza wagę inwestycji w jakość sieci – które zawsze pozostawały w centrum naszej strategii. Z punktu widzenia potrzeb klientów indywidualnych i biznesowych, transmisja danych i połączenia głosowe stały się bardziej istotne niż kiedykolwiek. Uważamy, że w związku z tym jesteśmy w korzystnym położeniu w porównaniu z innymi branżami, które zapewne ucierpią znacznie bardziej” – powiedział prezes Jean-François Fallacher, cytowany w raporcie. Dodał, że w cieniu tych wydarzeń, wyniki spółki za pierwszy kwartał są dobre zarówno w wymiarze komercyjnym, jak i finansowym. „Nadal rosną przychody i EBITDAaL. Pomimo zamknięcia w marcu około połowy naszych salonów, osiągnęliśmy bardzo solidne wyniki pod względem przyłączeń netto w usługach komórkowych i światłowodowych. W obecnej sytuacji szczególnie odporne wydają się usługi światłowodowe: 44 tys. nowych klientów netto to drugi najlepszy wynik kwartalny w tych usługach, który niemal dorównuje najlepszemu wynikowi komercyjnemu, jaki osiągnęliśmy w 4 kw. 2019 r.” – dodał. „Mamy świadomość tego, że w najbliższej przyszłości czekają nas bezprecedensowe wyzwania. Pojawi się wiele zagrożeń, ale – o czym jestem przekonany – także szereg szans, gdyż w dłuższej perspektywie nasi klienci będą w coraz większym stopniu polegać na rozwiązaniach cyfrowych. Orange Polska opiera się na bardzo solidnych podstawach, a my już pracujemy nad tym, by dostosować się do tego nowego otoczenia” – podkreślił prezes. W ujęciu jednostkowym strata netto w I kw. 2020 r. wyniosła 42 mln zł wobec 3 mln zł straty rok wcześniej. Orange Polska (dawniej TPSA i PTK Centertel) to dostawca usług telekomunikacyjnych w Polsce. Orange dostarcza m.in. usługi telefonii komórkowej, stacjonarnej, dostępu do internetu, TV oraz usługi transmisji głosu przez internet (VoIP). Spółka jest notowana na GPW od 1998 r. >>> Czytaj też: Nowy podatek w tarczy 3.0. Netflix i inne serwisy VOD zapłacą 1,5 proc. przychodu

Wchodzą nowe telekomunikacyjne regulacje. Zyskają konsumenci

psav zdjęcie główneNowe uprawnienia konsumentów przewiduje projekt ustawy – Prawo komunikacji elektronicznej, nad którym właśnie prowadzi prekonsultacje Ministerstwo Cyfryzacji. Chodzi o nową kompleksową regulację, która zastąpi dotychczasowe prawo telekomunikacyjne i wdroży dyrektywę 2018/197 ustanawiającą Europejski kodeks łączności elektronicznej (dalej: dyrektywa EKŁE). Czasu mamy na to coraz mniej, gdyż termin implementacji upływa 21 grudnia 2020 r. Operatorom zależy zaś na możliwie długim vacatio legis, które pozwoli im przygotować się do nowych obowiązków.
Tych będzie niemało, a wiele z nich ma charakter prokonsumencki. Przewidziano choćby obowiązek zwracania niewykorzystanych środków z kart prepaid. Operatorzy dotychczas nie robili tego, uznając, że na tym polega specyfika usługi przedpłaconej. Przed dwoma miesiącami Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów uznał, że przepadek środków po upływie okresu ważności karty oznacza naruszenie zbiorowych interesów konsumentów i nałożył na Polkomtel karę ponad 20 mln zł.
Teraz obowiązek zwracania pieniędzy będzie wynikał wprost z przepisów. Zagwarantują one możliwości otrzymania zwrotu pozostałych na koncie środków zarówno w przypadku zmiany dostawcy usług, jak i wygaśnięcia ważności konta prepaid.
Nowy obowiązek ma zostać również nałożony na dostawców internetu. Tak jak dzisiaj możemy praktycznie bez żadnej przerwy w świadczeniu usługi przenieść numer telefonu do innej sieci, tak samo będziemy mogli zmienić dostawcę internetu.
„Mając na uwadze konieczność zagwarantowania ochrony praw abonentów usług dostępu do internetu, wprowadza się nowe obowiązki względem dotychczasowego i nowego dostawcy usługi dostępu do internetu. (…) Regułą jest obowiązek zapewnienia ciągłości świadczenia usługi, a w przypadku, gdy nie jest możliwe zagwarantowanie nieprzerwanego dostępu do usługi, zaistniała przerwa nie może być dłuższa niż jeden dzień roboczy” – napisano w uzasadnieniu projektu, którym dysponuje DGP.
Podsumowanie na A4
Inną nowością będzie obowiązek przekazywania konsumentowi przed zawarciem umowy krótkiego podsumowania jej warunków. Będzie ono musiało się zmieścić na jednej kartce A4 i zawierać takie informacje jak: dane operatora, opis usługi, jej cechy (w przypadku dostępu do internetu także jego szybkość) i opłaty.
– Bez wątpienia takie krótkie podsumowanie, w którym znajdą się najważniejsze informacje, będzie korzystne dla konsumenta. Dzisiaj gubi się on w gąszczu postanowień umowy, która nierzadko grubością przypomina książkę. I to nie z winy operatorów, tylko przepisów, które wymagają podania tak wielu informacji. Kiedyś obliczałam, że umowa telekomunikacyjna musi zawierać rozwinięcie co najmniej 26 różnych zagadnień – zauważa Ewelina Grabiec, radca prawny z kancelarii itB Legal, specjalizująca się w prawie telekomunikacyjnym i konsumenckim.
Obowiązki informacyjne będą obciążać nie tylko tradycyjnych operatorów.
– Wiele z obowiązków, które dzisiaj obciążają tylko firmy telekomunikacyjne, zostanie nałożonych na podmioty świadczące usługi komunikacji interpersonalnej, w których nie ma tradycyjnych numerów, takich jak Skype, Messenger czy Zoom. To jeden z powodów, dla których ustawa nie będzie już się nazywać „prawo telekomunikacyjne”, ale właśnie „prawo komunikacji elektronicznej” – wskazuje dr Damian Karwala, radca prawny z kancelarii CMS.
Nie obejmie to natomiast mikroprzedsiębiorców świadczących usługi komunikacji interpersonalnej niewykorzystującej numerów (ci będą natomiast musieli powiadomić o tym wyłączeniu odbiorców).
Objęcie przepisami firm, które dotychczas nie podlegały prawu telekomunikacyjnemu, może rodzić pewne problemy. Tym ważniejsza jest precyzja ustawodawcy. Prawnicy mają wątpliwości, czy projekt spełnia te wymogi.
– Częściowo posługuje się pojęciami z obecnie obowiązującego prawa telekomunikacyjnego, a tym samym nie przechodzimy w całości na siatkę pojęciową zaproponowaną w dyrektywie EKŁE – zauważa Marcin Alberski z kancelarii Bird & Bird.
– Jednocześnie projekt nie zawiera jasnych definicji „usługi komunikacji interpersonalnej niewykorzystującej numerów” oraz „usługi komunikacji interpersonalnej wykorzystującej numery”. Tym samym nie uwzględnia art. 2 pkt 6–7 dyrektywy EKŁE oraz pkt 18 preambuły, gdzie wskazano, jak należy rozumieć pojęcie „wykorzystywania numerów”. W konsekwencji przedsiębiorcy świadczący niektóre usługi komunikacji interpersonalnej będą stać przed problemem kwalifikacji swych usług do jednej z dwóch kategorii – podkreśla prawnik.
Stracona szansa
Nowa ustawa nieco inaczej niż obecne prawo ma uregulować zasady telemarketingu. Dzisiaj z jednej strony określa je prawo telekomunikacyjne, z drugiej ustawa o świadczeniu usług drogą elektroniczną (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 344 ze zm.). Ta ostatnia, w art. 10, zakazuje przesyłania niezamówionych informacji handlowych. Ten przepis ma zostać usunięty z tej ustawy, a obydwie regulacje zostaną skomasowane w art. 343 ustawy – PKE, który zakaże używania automatycznych systemów wywołujących lub telekomunikacyjnych urządzeń końcowych (…) „dla celów marketingu bezpośredniego lub przesyłania niezamówionej informacji handlowej do oznaczonego odbiorcy, chyba że użytkownik końcowy uprzednio wyraził na to zgodę”.
Eksperci krytykują to rozwiązanie.
– W żaden sposób nie rozwiązuje problemów telemarketingu. Nadal mamy do czynienia z dwoma różnymi z nazwy, a podobnymi w praktyce działaniami – marketingiem bezpośrednim oraz przesyłaniem informacji handlowej. Skutek tych działań jest praktycznie ten sam – otrzymujemy połączenie telefoniczne, e-mail czy wiadomość na smartfonie. Konieczne jest wprowadzenie jasnych i spójnych reguł gry, które uregulowałyby telemarketing. MC zamiast podjąć poważną decyzję i skończyć ze sztucznym podziałem, połączyło obydwa sposoby w jedną hybrydę – zauważa Piotr Liwszic, ekspert ds. ochrony danych w ODO 24, autor bloga Jawneprzezpoufne.pl.
Jako przykład przyjaznego dla konsumenta rozwiązania wskazuje on system funkcjonujący np. w Wielkiej Brytanii i oparty na rejestrze „Do Not Call” .
– Każdy, kto nie chce otrzymywać telefonów reklamowych, może szybko (online) i bez ponoszenia opłat zarejestrować swój numer telefonu jako ten, na których nie wolno wykonywać połączeń reklamowych – wyjaśnia Piotr Liwszic.
Eksperci zgłaszają także sporo innych uwag do projektu. Zastanawiają się chociażby, dlaczego nowe przepisy nie pozwolą wprost działać zagranicznym firmom na polskim rynku.
– Artykuł 5 ust. 1 projektu uniemożliwia przedsiębiorcom spoza UE/EOG rejestrację w rejestrze przedsiębiorców telekomunikacyjnych. Stanowi to kontynuację zasad obecnie obowiązujących w polskim prawie i zasadniczo nie narusza dyrektywy EKŁE, ale odbiega od podejścia części państw europejskich (np. Holandii), gdzie przedsiębiorcy posiadający siedzibę (np. w Stanach Zjednoczonych) mają możliwość wpisania się do rejestru przedsiębiorców telekomunikacyjnych bez konieczności tworzenia spółki zależnej na terytorium jednego z państw członkowskich – wskazuje Piotr Dynowski, radca prawny z Bird & Bird. ©℗
>>> Polecamy: Firmy zapłacą niezawinione kary. Na przykład dotyczące limitu recyklingu

Geostacjonarny satelita…

Geostacjonarny satelita telekomunikacyjny Intelsat 901 został ponownie zatankowany i przesunięty z orbity cmentarnej ponownie na operacyjną – wszystko dzięki drugiemu pojazdowi serwisowemu. Rozpoczęła się nowa era napraw satelitów w kosmosie.

Więcej, link do znaleziska: Satelita Intelsat 901 ożywiony na orbicie przez robotyczny pojazd serwisowy!

Ciekawe? Dziękuję Ci za wykop!

#kosmos #ciekawostki #gruparatowaniapoziomu #technologia #robotyka #swiat #satelity #roboty #kosmiczneinfo #telekomunikacja

Mirki powiedzcie mi skąd się…

Mirki powiedzcie mi skąd się u ludzi bierze ta chora niechęć do 5G?No takich wysrywow co ostatnio czytam i teorii spiskowych to dawno nie widziałem (depopulacja,covid 19)Dlaczego niektórzy są tak oporni na wiedzę która jest szeroko dostępna a jedyne co robią to posiłkują się wysrywami Zięby i innych tego typu szarlatanów? Miałem chyba za dużą wiarę w inteligencję przeciętnego obywatela.
#foliarze #telekomunikacja #5g #rozwoj

Grupa foliarzy wykorzystuje…

Grupa foliarzy wykorzystuje globalną pandemie i pustki na ulicach żeby bawić się w partyzantów. Chuj że niszczą przydatną infrastrukture ,chuj że mogą się zarazić koronawirusem . Ważne że : Uga buga antena zła !

21 wiek – ja pierdole ( ಠ_ಠ)

#swiat #technologia #koronawirus #5g #telekomunikacja #telefony

Strach przed koronawirusem zawiesi naszą prywatność? Lewiński: Życie jest ważniejsze [WYWIAD]

psav zdjęcie główneAktywiści zajmujący się kwestiami prywatności biją na alarm, że rząd poszerza nadzór nad obywatelami, wykorzystując do tego strach przed koronawirusem. Mają rację?
Zawsze byłem pierwszy do walki z nadmiernym przetwarzaniem danych obywateli, na długo przed wysypem różnej maści obrońców prawa do prywatności, którzy zaciekawili się tematem, gdy na horyzoncie pojawiło się RODO. Dziś mówię: pas. Z racji wieku i stanu zdrowia – podobnie jak 9 mln innych Polaków – jestem narażony na poważne konsekwencje w przypadku zachorowania na COVID-19. I czuję, że znaleźliśmy się w sytuacji, której żaden z nas jeszcze w życiu nie doświadczył. Sytuacji, w której wprowadzanie rządowych środków zaradczych jest niezbędne i konieczne.
Ale burza jest.
Zapytam przewrotnie: komu ufać, jeśli nie rządowi? Kto ma chronić obywateli przed chorobą, jeśli nie ludzie wybrani w demokratycznej procedurze? Kiedy władza wykonuje swoje uprawnienia zgodnie z literą prawa, to przecież nie powinno być powodów do obaw. Można różnie oceniać działalność rządu, ale komu państwo ma powierzyć walkę o przyszłość obywateli, jeśli nie premierowi? Jeżeli więc on mówi, że potrzebuje nowych uprawnień – dajmy mu je. Ale też rzetelnie i wnikliwie rozliczajmy z potknięć.
Pytanie, czy potknięć nie będzie więcej niż korzyści.
Niestety to możliwe. O ile bowiem nie mam obaw o intencje rządzących, o tyle nie jestem pewien, czy wiedzą dokładnie, co robią. To instancje rządowe powinny dokonać oceny, czy wartość zdrowia i życia nie przewyższa wartości ochrony prywatności lub ochrony danych osobowych. Przykładowo w pośpiechu wdrożono aplikację, z której dane o setkach tysięcy obywateli są składowane poza Polską. Dramat.psav pictureCały tekst przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP.

Podbieranie klientów może być czynem nieuczciwej konkurencji

psav zdjęcie główneSprawa dotyczyła kampanii T-Mobile z 2014 r. Sieć chciała przejąć abonentów Plusa. W tym celu wysłała ponad pięć milionów SMS-ów. Głównie z pytaniem: „Czy zgadzasz się na kontakt doradcy w celu przedstawienia propozycji przeniesienia numeru do T-Mobile?”. Kampania okazała się umiarkowanie skuteczna: numery przeniosło niespełna siedem tysięcy osób. Jednocześnie sposób działania operatora zdenerwował wielu abonentów Plusa, którzy mieli do niego pretensje o wysyłanie spamu. Ten więc i naraził się na gniew klientów, i stracił niektórych z nich. Postanowił w związku z tym pozwać T-Mobile.
Rynkowy standard
Rozpoznający sprawę sąd okręgowy stwierdził, że doszło do wielu niedozwolonych działań stanowiących czyny nieuczciwej konkurencji. Polegały one m.in. na używaniu przez pozwanego automatycznych systemów wywołujących dla celów marketingu bezpośredniego bez zgody klientów powodowej spółki, przesyłaniu niezamówionej informacji handlowej skierowanej do oznaczonego odbiorcy będącego osobą fizyczną za pomocą środków komunikacji elektronicznej czy wreszcie nakłanianiu klientów powoda do rozwiązania z nim umowy.
Wyrok został jednak zaskarżony (przez obie strony, gdyż powód oczekiwał także przeprosin, których sąd pierwszej instancji nie zasądził). Zdaniem pozwanej spółki nie zrobiła ona nic niewłaściwego, a w szczególności nie sposób jej zarzucać, że w nieetyczny sposób chciała przejąć klientów rynkowego konkurenta. Praktyki porównywania ofert różnych operatorów są bowiem – zdaniem T-Mobile – rynkowym standardem.
Sąd apelacyjny uznał jednak, że sposób działania pozwanej spółki był niedopuszczalny. Wskazał, że co prawda filarami gospodarki rynkowej są wolność działalności gospodarczej i związana z nią swoboda umów, zatem nieodłącznym elementem biznesu jest walka przedsiębiorców o klienta. Ale jednocześnie trzeba mieć na względzie to, że ta walka musi toczyć się według określonych reguł. Jedna z nich określona została w art. 12 ust. 2 ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 1010 ze zm.). Przepis ten stanowi, że czynem nieuczciwej konkurencji jest nakłanianie klientów przedsiębiorcy lub innych osób do rozwiązania z nim umowy albo niewykonania lub nienależytego wykonania umowy, w celu przysporzenia korzyści sobie lub osobom trzecim albo szkodzenia przedsiębiorcy.
Granice zachęty
„Uczciwe przejmowanie klientów powinno być wynikiem atrakcyjności własnej oferty, natomiast niedopuszczalne jest zniechęcenie klientów do poprzedniego kontrahenta. Działania marketingowe i reklamowe, w tym zachęty do nawiązania współpracy z danym podmiotem, nie wyczerpują znamion czynu nieuczciwej konkurencji, jeśli są zgodne z dobrym obyczajem i z prawem, a także z zasadami uczciwej konkurencji i swobody działalności gospodarczej” – czytamy w uzasadnieniu wyroku, które opublikowano w marcu 2020 r.
Pozostało więc ocenić, czy kampania T-Mobile mieściła się w wyznaczonych przez ustawodawcę granicach. I zdaniem sądu – nie. Przede wszystkim dlatego, że nie była to kampania informacyjna pozwanej spółki, lecz zachęcanie konkretnych osób (abonentów konkurenta) do zrezygnowania z usług powoda. Świadczyło o tym m.in. oferowanie specjalnych bonusów za zmianę usługodawcy i deklaracja pokrycia kosztów związanych z przedwczesnym rozwiązaniem umowy z dotychczasowych operatorem. A to już narusza uczciwą konkurencję.
Sąd zabronił T-Mobile wykorzystywania systemów wywołujących dla celów marketingu bezpośredniego wobec klientów Plusa bez ich zgody oraz nakłaniania abonentów tej sieci do rozwiązania umowy.
Reklama porównawcza
Eksperci uważają wyrok za właściwy.
– Zgadzam się zarówno z wyrokiem, jak i tezą, że uczciwe przejmowanie klientów powinno być wynikiem atrakcyjności własnej oferty, natomiast niedopuszczalne jest zniechęcenie klientów do poprzedniego kontrahenta. Nie tylko dlatego, że tako rzecze prawo w art. 12 ust. 2 ustawy, lecz także dlatego, że takie działanie jest to po prostu niezgodne z zasadami uczciwości kupieckiej – twierdzi Olgierd Rudak, redaktor naczelny Czasopisma „Lege Artis”.
Krzysztof Witek, adwokat w kancelarii Affre i Wspólnicy, podkreśla, że diabeł tkwi w szczegółach. I kluczowe jest, że sąd rozróżnił przejmowanie klientów w wyniku porównania przez nich oferty jednego przedsiębiorcy z ofertą drugiego od przejmowania klientów w następstwie nakłaniania ich do zmiany kontrahenta.
– I moim zdaniem sąd ma rację, gdy twierdzi, że uczciwe przejmowanie klientów powinno być wynikiem atrakcyjności własnej oferty, a niedopuszczalne jest zniechęcenie klientów do poprzedniego kontrahenta. Sytuacja, kiedy klient wybierze ofertę innego przedsiębiorcy zamiast oferty dotychczasowego dlatego, że jest po prostu atrakcyjniejsza, jest akceptowalna. Jeśli jednak zrobi to dlatego, że był do tego nakłaniany, może wejść w grę kwestia nieuczciwej konkurencji – przekonuje mec. Witek.
Rodzi się natomiast pytanie o możliwość porównywania swojej oferty do konkurentów. Przykładowo czy operator telekomunikacyjny może np. w reklamie telewizyjnej przedstawić swoją ofertę na tle propozycji nazwanej po imieniu konkurencji, czy lepiej żeby użył sformułowania „inny operator”?
– Nie widzę ryzyka dla uczciwej reklamy porównawczej, która co do zasady jest dozwolona, co wynika z art. 16 ust. 3 ustawy. Jeśli przedsiębiorca będzie uwypuklał własne zalety, uczciwie zestawiając parametry produktu czy usługi z cechami produktów czy usług konkurenta, nie będzie grał na negatywnych uczuciach, rozpowszechniał nieprawdziwych informacji, to taka reklama, nawet odnosząca się wprost do marki konkurenta, nie będzie stanowiła czynu nieuczciwej konkurencji – wyjaśnia Olgierd Rudak.
Podobnie uważa Krzysztof Witek. Wskazuje, że nikt nie zabrania rzetelnego przedstawiania własnej oferty, a w tym zestawiania własnej oferty z ofertą konkurentów. Nie można tylko i aż postępować tak jak w przedmiotowej sprawie, czyli podejmować działań wprost nakłaniających klientów do zmiany operatora. ©℗
>>> Polecamy: YouTube i Twitter bez „no limits”. Pakiety bez limitów niezgodne z prawem UE?

Czy premier mógł wydać operatorom polecenie przekazywania danych telekomunikacyjnych?

psav zdjęcie główneTarcza antykryzysowa 2.0 (w środę, 15 kwietnia, zajmował się nią Senat) zawiera przepis, który wprost zobowiąże operatorów telekomunikacyjnych do przekazywania danych lokalizacyjnych osób chorych na COVID-19 oraz objętych kwarantanną. Pozwoli to na bieżąco sprawdzać, czy nie opuszczają oni miejsc, w których powinni przebywać. Okazuje się jednak, że już 24 marca premier wydał telekomom analogiczne polecenie w drodze decyzji. Zobowiązała ona operatorów do przekazywania wojewodom (i innym jednostkom) danych lokalizacyjnych użytkowników „podlegających nadzorowi epidemiologicznemu, kwarantannie, hospitalizacji lub izolacji”. Nadano jej klauzulę natychmiastowej wykonalności. Potwierdziła to Sieć Obywatelska Watchdog Polska w trybie dostępu do informacji publicznej.
Niewystarczająca podstawa
Pojawia się pytanie, czy premier mógł wydać operatorom polecenie przekazywania danych telekomunikacyjnych? Jeśli bowiem mógł, to po co przepis nakazujący to samo wpisano do tarczy 2.0? Decyzja premiera została wydana na podstawie art. 11 ust. 2 pierwszej tarczy antykryzysowej (Dz.U. z 2020 r. poz. 374). Przepis ten rzeczywiście pozwala premierowi wydawać polecenia przedsiębiorcom i jednocześnie przewiduje, że podlegają one natychmiastowemu wykonaniu oraz nie wymagają uzasadnienia (patrz grafika). Zdaniem zapytanych przez nas prawników nie oznacza to jednak, że premier może zobowiązać firmy do wszystkiego.
– Z punktu widzenia dóbr chronionych trudne do zaakceptowania jest wyłączanie tajemnicy prawnie chronionej tylko na podstawie niesformalizowanego polecenia opartego na bardzo generalnym przepisie kompetencyjnym. Tajemnica jest w prawie obowiązkiem najdalej idącej poufności w naszych relacjach społecznych, zawodowych czy gospodarczych, gwarantuje zaufanie do świadczącego usługi i chroni dobra takie jak prywatność, a w pewnych sytuacjach również inne, np. bezpieczeństwo – podkreśla dr Grzegorz Sibiga z Instytutu Nauk Prawnych PAN.psav picture max width
– Podstawą wyłączenia powinien być przepis ustawy, który wyraźnie i w sposób proporcjonalny wyłącza określoną tajemnicę. Tylko wyjątkowo można przyznać organowi władzy wykonawczej kompetencję do władczego wyłączania tajemnicy, ale wówczas ustawa powinna ustanawiać taką kompetencję w sposób jasny i precyzyjny – dodaje.
Dane telekomunikacyjne, będące jednocześnie danymi osobowymi, są chronione zarówno na poziomie unijnym, jak i krajowym. I jedne, i drugie przepisy dopuszczają wyjątki od tej ochrony, ale muszą one wynikać z aktu rangi ustawowej.
– Tu zaś podstawą prawną jest tylko decyzja premiera. I nie ma znaczenia, że decyzja ta została wydana w oparciu o umocowanie ustawowe – to umocowanie jest na tyle pojemne i niekonkretne, że nie spełnia wymagań z art. 161 ust. 1 ustawy – Prawo telekomunikacyjne – uważa dr Paweł Litwiński, adwokat w kancelarii Barta Litwiński.
– Na podstawie art. 11 ust. 2 specustawy premier może wydawać polecenia, ale nie w zakresie, co do którego mamy zasadę wyłączności ustawy. Dane osobowe są zaś chronione zarówno przez RODO, jak i art. 51 konstytucji oraz prawo telekomunikacyjne – wyjaśnia prawnik.
Wskazany przez niego art. 161 ust. 1 prawa telekomunikacyjnego (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 2460 ze zm.) mówi wprost, że przetwarzanie danych telekomunikacyjnych jest dopuszczalne jedynie na podstawie przepisów rangi ustawowej. To samo wynika z art. 51 konstytucji oraz RODO.
– Przekładając to na praktykę – premier może wydać firmie budowlanej polecenie, by udostępniła państwu sprzęt. Nie może natomiast zobowiązać kancelarii prawnej do ujawnienia tajemnicy zawodowej, banku do ujawnienia tajemnicy bankowej, a firmy telekomunikacyjnej do ujawnienia danych telekomunikacyjnych – wyjaśnia obrazowo dr Paweł Litwiński.
Nowe regulacje
W rozmowie z DGP, opublikowanej 9 kwietnia, minister cyfryzacji Marek Zagórski przyznał, że niektórzy operatorzy już przekazują rządowi zagregowane dane.
– Ale chodzi o to, by nie było wątpliwości, że mogą to robić i by móc je otrzymywać od wszystkich – wskazywał minister. Może to sporo tłumaczyć w kontekście opisywanego przez nas problemu. Przesądzenie w tarczy antykryzysowej 2.0, a więc wprost w ustawie, obowiązku przekazywania danych rozwiewa wątpliwości wskazywane przez prawników.
Aktualne jednak pozostaje pytanie, czy dotychczasowe decyzje premiera były legalne. Zapytaliśmy o to w jego kancelarii, jednak nie doczekaliśmy się odpowiedzi. Więcej do powiedzenia ma Ministerstwo Cyfryzacji.
– Decyzje kierowane do operatorów zostały wydane na podstawie przepisów prawa obowiązujących w dniu ich wydania. Na podstawie art. 11 ust. 2 i 5 ustawy prezes Rady Ministrów był uprawniony do nałożenia na operatorów obowiązku przekazywania danych lokalizacyjnych osób poddanych nadzorowi epidemiologicznemu, kwarantannie, hospitalizacji lub izolacji. Przepisy dotyczące udostępniania danych o lokalizacji w projekcie obecnie procedowanym przez parlament nakładają na operatorów obowiązek przekazywania konkretnych danych do ministra właściwego ds. informatyzacji. Podsumowując, działania podjęte w marcu przez prezesa Rady Ministrów były zgodne z przepisami – ocenia ministerstwo.
W kolejnej nowelizacji – tarczy 2.0 przewidziano wprost obowiązek przekazywania przez operatorów dwóch rodzajów danych. Pierwsza to anonimowe dane o tym, jak Polacy się przemieszczają. Jak zapewniał nas minister cyfryzacji Marek Zagórski, nie będą zawierały imienia i nazwiska, adresu czy też numeru telefonu. Posłużą do tworzenia analiz pokazujących np. reakcję na ograniczenia w możliwości przemieszczania się.
Druga kategoria to dane lokalizacyjne osób chorych i przebywających w kwarantannie (czyli te, dotychczas przekazywane na podstawie decyzji premiera). Teraz mają trafiać również do MC. ©℗
>>> Czytaj także: Pandemia koronawirusa przyniesie społeczne rewolucje. Stare reżimy mogą zostać zmiecione z powierzchni ziemi [OPINIA]

Rząd śledzi lokalizację telefonów Polaków objętych nadzorem i kwarantanną?

psav zdjęcie główneGazeta przekazała, że do decyzji premiera Mateusza Morawieckiego dotarła Sieć Obywatelska Watchdog Polska, a opublikowała je Fundacja Panoptykon. Szef rządu polecił czterem głównym telekomom przekazywanie danych lokalizacyjnych urządzeń należących do niektórych użytkowników: osób w nadzorze epidemiologicznym, kwarantannie, hospitalizacji lub izolacji.
Jedną z decyzji premiera – dotyczącą Orange – opublikował Panoptykon. Wynika z niej, że Morawiecki oparł się na specustawie ws. koronawirusa. Jeden z jej przepisów przewiduje, że premier może wydać niewymagające uzasadnienia decyzje obowiązujące „osoby prawne i jednostki organizacyjne nieposiadające osobowości prawnej oraz przedsiębiorców” – informuje „Rz”.
Według gazety, T-Mobile przyznaje, że wykonuje to polecenie. Pozostałe trzy telekomy: Orange Polska, P4 (sieć Play) i Polkomtel (sieć Plus) twierdzą, że tego nie robią.
>>> Czytaj także: Luzowanie obostrzeń w Polsce. Szumowski: Podamy harmonogram bez konkretnych dat

Nadciąga „epidemiczny Wielki Brat” w II PRL

Na czas epidemii minister cyfryzacji będzie mógł zbierać od operatorów komórkowych dane lokalizacyjne użytkowników – i to nie tylko tych zakażonych czy objętych kwarantanną. Z kolei premier będzie mógł zażądać od telekomów danych, które uzna za niezbędne dla zwalczania koronawirusa.